czwartek, 19 lipca 2012

Cz.13








Jechaliśmy jakiś czas. 
- Harry, gdzie jedziemy..? 
- Przed siebie
- Ok... ale wiesz gdzie..? 
- Nie
- Harry... - powiedziałam załamana.
- No co..? życie jest pełne niespodzianek..- uśmiechnął się i odrywając jedną rękę od kierownicy pogładził moją twarz. Podniosłam głowę, uśmiechnęłam się lekko i wróciłam do mojej poprzedniej pozycji, czyli wpatrywaniu się z uwagą wszystkiemu co znajdywało się za szybą, lubiłam jeździć samochodem..., w tedy cały czas spędzałam na wpatrywaniu się w naturę znajdującą się po za moim zasięgiem i rozmyślałam jak zawsze nad sensem życia itd. 
- Jesteś zła...? - zapytał zakłopotany Harry, spoglądając na parę sekund w moją stronę, po czym z powrotem skierował wzrok na jezdnię
- Nie... po prostu chciała bym wiedzieć gdzie jestem... - odpowiedziałam podnosząc lekko lewy kącik ust. 
- Tsaaa... też bym chciał wiedzieć...
- Harry nie wygłupiaj się ! Zawieź mnie do domu! 
- Dobra już dobra... Tylko znajdę drogę..
Zrezygnowana zakryłam twarz rękoma i westchnęłam głośno.
- Oj wszystko będzie dobrze.. - pocieszał mnie Hazza, skręcając na jakieś pobocze. 
Przemilczałam to. Kątem oka widziałam jak loczek łapie za komórkę. 
- Cholera! 
Nie pytałam się o co chodzi, wiedziałam.
- Nie ma zasięgu, prawda..? - spytałam, przedrzeźniając się z nim. 
- No. - odpowiedział rzucając telefon na tylne siedzenia i wzdychając głośno. 
- Loczuś, jestem głodna.. - mówiłam już ze łzami w oczach. 
- Wiem, przepraszam.... ja też..- po chwili moja głowa znalazła się na jego kolanach. 
- Jutro idę to pracy, pamiętasz...?
- Pamiętam i pójdziesz, nie martw się, nie pozwolę, żeby cię wywalili. 
- Heh, ja cię tylko informowałam, że juto mam być w pracy - uśmiechnęłam się, próbując nie myśleć o sytuacji w jakiej się znajdujemy. 
- Chodź.
- Gdzie? 
- Gdzieś tu musi być zasięg- odpowiedział a ja podniosłam głowę. Wysiadł z auta i wyjął z bagażnika mały koc. Otworzyłam drzwi i podeszłam do niego. Było lodowato, ciemno a ja ubrana w bluzkę na ramiączka. Harry otulił mnie i powtórnie otwierając drzwiczki od auta zabrał komórkę. Przytulił mnie mocno i szliśmy przed siebie. Loczek trzymał komórkę w górze ciągle się na nią patrząc, co spowodowało walnięcie w 2 drzewa.
- To nie tak miało wyglądać...
- No ja myślę... 
- Przepraszam..
- Już przepraszałeś, Harry. Każdemu się może zdarzyć.. 
- Ta... ale dlaczego akurat nam, co..? 
- Takie mamy szczęście... 
- Zależy jak na to patrzeć.. 
- Hmm? 
- W sumie, niczego mi do szczęścia więcej nie potrzeba.. ważne że tu jesteś obok. - uśmiechnął się słodko i złapał mnie za ręce
- Oooo.. Kocham cię, wiesz?
Zamiast słownej odpowiedzi Harry pocałował mnie. Po chwili szybko się oderwał. 
- Jest! 
- Co..? 
- Zasięg! Dzwonię do Lou! - powiedział podekscytowany wybijając numer.
- Harry... 
- Tak?
- A w czym nam to pomoże...? 
- No... nie wiem.... może Lou coś wymyśli..? 
- Ale co, nie wiemy gdzie jesteśmy..
- Jak to nie? W lesie.. - uśmiechnął się szeroko. 
- Tak, to na pewno nam pomoże... Wiesz, co.. jeżeli już masz do kogoś dzwonić, to do Liam'a... 
- Nie znasz mocy mojego przyjaciela.. - powiedział po czym strzelił focha 
- Och, kochanie.. po prostu chcę jeszcze dzisiaj wrócić do domu żywa...Lou na pewno nie przegapił okazji, żeby się napić - uśmiechnęłam się przytulając się do niego. 
- Heh, może masz rację... 
Tak jak go o to poprosiłam zadzwonił po Liam'a który wsiadł w samochód i szukał nas po lasach (jak to wytłumaczył błyskotliwy Harry) zielonych. Wróciliśmy do samochodu, czekając na naszego bohatera. Zasnęłam wtulona w loczka, aż do czasu, kiedy nie usłyszeliśmy za sobą głośnego trąbienia, chłopak wyszedł ze swojego auta i zapukał w naszą szybę.  
- Liam! - wybiegłam z samochodu rzucając mu się na szyję. - Dziękuję! Dziękuję! 
- Dobrze już dobrze... - śmiał się. 
- Ej, nie było, aż tak źle... - powiedział Hazza wychodząc z auta. 
Miałam ochotę zabić go wzrokiem. 
- Ale pamiętasz drogę, prawda..? - spytałam nieco przestraszona
- Hmm? - chłopak odwrócił się w kierunku z którego przybył i z powrotem skierował swoje paczadła na mnie. 

- Liam...
- Pamiętam, pamiętam - uśmiechnął się
- Uff... 
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy za chłopakiem do domu, jak się na miejscu okazało godzina 1:30, nie przeszkadzała nikomu w dalszej zabawie. Weszłam do mieszkania, tak na oko nikogo nie ubyło, ani nie przybyło... W tłumie znalazłam Louisa, kompletnie pijany leżał na kanapie z marchewką w jednej ręce. Chciało mi się śmiać, tego widoku nigdy nie zapomnę. 
- Lou..- potrząsnęłam nim 
- Nie... mamo... jeszcze pięć minut... - po tych słowach przekręcił się na drugi bok. 
Uśmiechnęłam się, założyłam jego rękę na moje ramię i zaprowadziłam na górę. Położyłam go na łóżku, z nadzieją, że reszta potrafiła zachować umiar do alkoholu. 
- Zos...zos..taw tę mar...marche...chewkę, roz...umiesz....? - wyjąkał przez sen, nawet w snach nie mógł opanować miłości do tego warzywa. Ze śmiechem wyszłam z pokoju, cicho zamykając drzwi.
Zeszłam na dół, gdzie ciągle panował hałas, nim się obejrzałam Harry pił razem z Zayn'em. 
- Nie wytrzymam.... - powiedziałam. Podeszłam do wieży i wyłączyłam muzykę, po czym ładnie przeprosiłam, podziękowałam i wyprosiłam gości. Zostałam sama z bandą dzikusów. 
- No... nooo nie... - ledwo powiedział Niall. 
Spojrzałam na Liam'a błagającym wzrokiem, on już wiedział o co chodzi złapał Niall'a i Zayn'a i zaprowadził ich na górę. Loczek też już dość pijany podszedł do mnie z zamiarem pocałunku. Zakryłam mu usta palcem. 
- E.e - pokiwałam przecząco głową i zaprowadziłam go na górę. 
- No weź.... - narzekał wchodząc do pokoju. 
- Harry jesteś pijany.. 
- Wcale nie! 
Puściłam jego dłoń, a on od razu upadł na podłogę
- No może troszkę... - dokończył. 
- Tsa... jasne. 
Wzięłam swoje rzeczy i weszłam do pomieszczenia zwanego łazienką, gdy z niego wyszłam Hazza grzecznie leżał na podłodze. 
- Wow... nie wpakował się do łóżka.... nieźle go wytresowałam... powinnam sobie kupić psa...
Przykryłam się kołdrą i szybko zasnęłam.  


Hej! 
Przepraszam, że tak dawno nie było nowych części, ale powodów było kilka. A to brak weny... a to brak internetu... Siedzę sobie teraz sama, deszcz leje, a mi się nudzi, więc zabrałam się za pisanie :** 
No i jak , mam nadzieję, że wam się podoba i liczę na komentarze z waszej strony ♥ 
Następny post też pewnie nie prędko, bo juto chyba znowu nie będzie mnie w domu..., ale zależy wszystko od tego o której wyjedziemy, także nie wszystko stracone :** 
Pogoda bez zmian, dlatego już zabieram się za pisanie następnego ♥ 
Kocham was:*** 


Dziękuję, za 5000 wejść... Jesteście kochane :** 

poniedziałek, 16 lipca 2012

cz. 12






Nie widziałaś nikogo poza myjącego podłogę mężczyzny. Budynek był pusty...
- Co jest..? - zadawałam sobie pytanie.
- Czegoś szukasz panienko? - zwrócił się do mnie starszy pan.
- Nie... Przyszłam do pracy...
- Ale, to dopiero od 8:00, kochana
- No tak, a która jest?
- 7:00...
Do budynku wparował zdyszany Harry. 
- Gdzie... gdzie on j..jest - wydyszał 
- Kto ?
- No... no.. tw..ój..szef..
- Nie ma go... jest dopiero 7:00..- odpowiedziałam patrząc z niedowierzaniem na wielki zegar. 
- Co ?!...A to drań! 
- Kto? 
- Chodź, przejdziemy się i wszystko ci wyjaśnię
Poszłaś z Harrym wzdłuż uliczki, nie było tak dużo ludzi. Od czasu do czasu napotykaliśmy zakochanych, albo matki z dziećmi. 
- Miałeś mi wyjaśnić..
- Aaa no tak.. a więc Zayn bardzo często przestawia zegarki o godzinę
- Co..? Po co? 
- Mówi, że jak widzi godzinę 8:00 to jest to dla niego takim dopingiem, żeby wstać, zawsze wstaje wcześniej,żeby ułożyć sobie fryzurę.. nie martw się, nikt go nie rozumie, ale on już tak ma... 
- Nie mógł mi tego powiedzieć! 
- Pewnie zapomniał... tak jak ja...
- Ale dlaczego poprzestawiał je w całym domu..? 
- On jest dziwny.. 
- No tak, to wszystko wyjaśnia. 
- Ok.. jest 7:30... - spojrzał na zegar kościoła .- Wracajmy
- Ooo.. czyli, że Zayn nie zdążył się jeszcze dobrać do tego zegara..
- Najwidoczniej :D
I znowu doszłam pod budynek, w którym pracowałam, na szczęście tym razem punktualnie. Pożegnałam się z Hazzą, który obiecał przyjechać po mnie i weszłam do środka. Tym razem było tak zupełnie inaczej. Panował hałas, ludzie przemieszczali się z miejsca na miejsce. Nosili papiery z gabinetu do gabinetu, niektórzy krzątali się po całym budynku z kawą w ręku, a ja stałam na samym środku tego zamieszania i nie wiedziałam co mam robić. Całe szczęście Daniel był bardzo spostrzegawczy i odszukał mnie w tłumie.
- Zdenerwowana ?
- Bardzo
- Nie masz czym, chodź zaprowadzę cię do naszego sekretnego miejsca :D
Chwilę po tych słowach znalazłam się w wielkim pomieszczeniu z błękitnymi ścianami, na samym środku stały jakby dwie mniejsze, białe ściany otoczone lampami
Daniel podał mi lustrzankę do ręki, zaraz po tym na środku stanęła naprawdę piękna dziewczyna. Spojrzałam pytającym wzrokiem na chłopaka.
- No, zaczynaj - poganiał mnie
- Ale jak to? już?
- No tak, dalej
Wykonałam prośbę, a raczej rozkaz. Zawiesiłam smyczkę od aparatu na szyi i zaczęłam robić zdjęcia.
Ku mojemu zdziwieniu wyszły naprawdę fajne. Co parę zdjęć modelki się zmieniały, co jedna to ładniejsza...
Po skończeniu Daniel zabrał lustrzankę i wyszedł na ok. 30 min. Kiedy wrócił poinformował mnie, że zdjęcia są świetne i dostaje tę pracę.
Zostałam w budynku do 15:00, gdy wyszłam Harry stał już opierając się o swoje auto.
- I jak? - spytał otwierając mi drzwi do samochodu
- Ok
- Ok..? Tylko tyle..? 
- No...
- No...
- Dostałam tę pracę! - rzuciłam się Harr'emu na szyję
- No to gratuluję! - Okręcił mnie kilka razy wokół własnej osi i postawił na ziemi. 
- Wsiadaj, jedziemy to uczcić
Miałam mnóstwo pytań dotyczących " uczczenia ", ale lubię niespodzianki i postanowiłam o nic nie pytać. Dojechaliśmy do mojego domu, wysiadłam i szłam w kierunku drzwi, kiedy Harry zaszedł mnie od tyłu i zakrył mi oczy swoimi ciepłymi dłoniami. 
- Nie podglądaj - usłyszałam lekki śmiech 
- Ale..- nic więcej nie powiedziałam, ponieważ usłyszałam otwieranie drzwi, w domu było bardzo cicho...do czasu, Hazza zapalił światło i odsłonił mi oczy. Usłyszałam i zobaczyłam pełno ludzi, otwieranie szampana i śmiechy. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, ale jedno mnie niepokoiło. Podchodziło do mnie mnóstwo osób z gratulacjami... a ja ich nawet nie znałam! Odwróciłam się w stronę Harr'ego, który właśnie zdejmował buty  
- Harry... możemy pogadać..? 
- Tak... pewnie.
Poszliśmy na balkon zostawiając gości na dole, jednak nie przeszkadzała im nasza nieobecność, bo po paru minutach zabrzmiała głośna muzyka. 
- Harry..kto to jest?
- Goście..
- Ale ja nie znam z nich nikogo prócz was... 
- To nie przeszkadza w zabawie..
- Zależy komu...
- Oj, nie bądź taka.. Chodź napijemy się..
- Nie pije. - Wyszłam z balkonu, wchodząc tym sposobem do mojego pokoju. Złapałam na pierwszą lepszą książkę i kładąc się na łóżku zaczęłam ją czytać. 
- Czyli, że niespodzianka ci się nie podoba...? - spytał zawiedziony Harry.
- Harry..- podniosłam się zamykając książkę i odkładając ją na poduszkę - To nie moje klimaty... nie lubię przebywać w towarzystwie nieznanych mi osób.. nie pije, nie przepadam za imprezami... taka już jestem... przepraszam..
- Przecież to nie twoja wina... Ja zorganizowałem tą imprezę, nie pytając cię o to..
- W końcu to miała być niespodzianka...
- No tak, ale...To ja przepraszam, wyproszę ich..
- Nie, Harry! - Chłopak spojrzał na mnie pytającą miną - Reszta świetnie się bawi, nie psujmy im tego
- Jak chcesz.. ale to jest twój dzień.. 
- I chcę, żebyście się dobrze bawili - uśmiechnęłam się.
Odwzajemnił uśmiech pokazując przy tym dołeczki
- Jesteś wspaniała, wiesz..? 
Czułam, że się rumienie. Hazza był coraz bliżej, tak jak wtedy odgarnął mi pojedyncze włosy z twarzy, lekko podniósł mój podbródek i już po chwili nasze usta spotkały się w pocałunku, który według mnie trwał wieczność, jednak po chwili poczułam się niepewnie... nie słyszałam już muzyki.. śmiechów.., ostrożnie podniosłam powieki, w drzwiach stali chłopcy uśmiechnięci od ucha do ucha, a za nimi wszyscy, którzy zostali zaproszeni. 
- UUuuuuuu... - usłyszałam. Harry też był zakłopotany, nie wiedział co zrobić, więc po prostu złapał mnie za rękę i przecisnął się przez tłum. Wybiegliśmy na dwór, gdzie stał jego samochód. 
- Oni będą się świetnie bawić, nawet bez nas- uśmiechnął się szeroko i gestem ręki zaprosił mnie do auta. W oknie stała pozostała czwórka chłopaków. Mina Louisa mówiła sama, za siebie " Jak te dzieci szybko rosną.."
Czułam się niesamowicie... 


Ok..Mimo, że nie było tych 14 komentarzy postanowiłam dodać post.., ale mam nadzieję, że to się poprawi, bo w poprzednim opowiadaniu szło wam dużo lepiej :** 
W każdym razie dziękuję, za pozostawienie po sobie miłego śladu w tamtym poście. ♥ 


Ms. Tomlinson. ♥ 
Zauważyłam, że nie czytasz już mojego bloga, albo po prostu nie komentujesz... 
Nie wiem czy zrobiłam coś nie tak, czy po prostu znudził ci się blog, trochę mnie to martwi. Ale jeżeli w jakikolwiek sposób cię uraziłam to bardzo przepraszam. Nie musisz czytać, zrozumiem, ale napisz jeżeli coś jest nie tak :** 
Kocham cię ♥   

sobota, 14 lipca 2012

Cz.11



                                          




Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, chociaż zawsze sprawiało mi to ból... za każdym razem kiedy zanurzałam się w jego zielonych tęczówkach cierpiałam, ale próbowałam tego nie okazywać... byłam silna i nie miałam zamiaru płakać, przez jakiegoś idiotę, dla którego byłam po prostu zabawką.
- Skoro mamy o czym....
- Mamy
- No to rozmawiajmy
Wydawało mi się, że jest trochę zdenerwowany, przez dłuższy czas nic nie mówił.
- Posłuchaj, wiem jak mogło wyglądać to kiedy była u mnie Nicole, ale...
- Ale... nie potrafisz tego wytłumaczyć Harry!
- Ale to moja kuzynka!
Zapadła niezręczna cisza.
- Co..?
- Tak, to moja kuzynka, rozumiesz?
- A ten napis na drzewie...? Best Friend Forever....
- Przepraszam... nie chciałem,żeby tak to wyszło... po prostu, myślałem, że ty i Patric...
- Nie, jesteśmy przyjaciółmi 
- Teraz już to wiem
Odgarnął kosmyki włosów z mojej twarzy i powoli się do mnie zbliżał.
- Co na kolacje ?! - krzyknął Niall wbiegając na balkon. Oboje z Harrym spojrzeliśmy na niego zabójczym wzrokiem, 
- Jest dopiero 14 !! - wydusił loczek z zaciśniętymi zębami 
- Ale obiad już jadłem... 
Cisza..
- Yyy... przeszkodziłem..? 
Cisza... 
- To ja już pójdę...
Wyszedł. 
- Yy... to może ja mu jednak zrobię coś do jedzenia... - powiedziałam i wyszłam do kuchni, gdzie Niall już siedział przy stole z nożem i widelcem.
- Co chcesz ? - spytałam blondyna otwierając lodówkę
- Wszystko! - Odpowiedział oblizując się 
- Heh, a naleśniki cię usatysfakcjonują ? 
- Pewnie! 
- Ile?
-Duuuuuuuużo! 
Zabrałam się za robienie naleśników, które za chwilę znalazły się na talerzu Niall'a. Widać było, że chłopak nie jest zachwycony, pomału oglądał każdy kawałek. 
- Najlepszy z matmy nie jestem, ale wydaje mi się, że tu jest 6 naleśników
- No bo jest
- Chciałem Duuuuuuuuuuuuużo
- 6, to nie dużo ? 
- Nie dla mnie...
- To co dla ciebie znaczy duuuuuuuuuuużo ? 
- min. 20
- Ile ?!
- min. 20 
- No trudno, musisz zadowolić się tymi 6 
- I pójdę głodny spać...? 
- Niall jest dopiero 15! 
- Ale już po kolacji!
- Coś mi się wydaje, że to będzie dłuuuuuuuuuuuuuugie 5 miesięcy...


( Następny dzień ) 


Obudził mnie straszny hałas. Przestraszona zerwałam się i biegłam w kierunku kuchni. Na schodach spotkałam się z równie zdziwionym Harrym. Stanęliśmy przed Niall'em, czyli przyczyną harmidru. 
- Niall! 
- No co..? Głodny byłem... 
Z szafek powylatywały wszystkie talerze, większość się niestety potłukła... miski, widelce i łyżki... Kiedy Liam, który wrócił wczoraj wieczorem zobaczył to, zaczął krzyczeć i błagać żeby to zabrali. 
- Niall, masz to posprzątać! - powiedziałam i zabrałam roztrzęsionego Liam'a na górę. Hazza poszedł za mną. Przestraszony chłopak wszedł " do siebie", a ja z Hazzą zastaliśmy przed drzwiami do mojego...naszego pokoju, bo w końcu wyszło na to, że śpi w moim pokoju... na podłodze. 
Spojrzał mi głęboko w oczy i złapał za ręce. 
W tedy z łazienki na przeciwko nas wyszedł mimo wczesnej pory gotowy Zayn.
- Hejka! 
- Nosz cholera jasna! - krzyczałam w myślach, puszczając ręce Harre'go 
- Hej! - Odpowiedział mu Hazza 
- Ty już gotowy? Która godzina? 
- 7:00.. 
- Która?! O 8:00 Mam być w pracy! - Wbiegłam do pokoju i powtórka z historii... wyszłam gotowa z łazienki potykając się o porozrzucane ubrania. Była 7 :45! Do pracy jechało się jakoś 10 min, jeśli nie będzie korków.
- Choć zawiozę cię! 
- Ale ja mam samochód..
- Jesteś taka zdenerwowana, że nie wiem czy dasz radę prowadzić..
- Masz rację...
Zbiegliśmy ze schodów jak poparzeni. Niall właśni kończył układać miski w szafkach.
Wsiadłam do samochodu. Ruszyliśmy, wzrokiem popędzałam Harrego.
- Szybciej nie mogę.. - uśmiechnął się
- Spóźnię się, spóźnię się, spóźnię się..! 
- Nie spóźnisz... - No i zapeszył.. stanęliśmy w ogromnym korku
- Spóźnię!! - załamałam ręce i walnęłam czołem o szybę. 
- Nie martw się... zaraz ruszymy.. 
- Matko..
- Co?
- Zawsze byłeś takim optymistą..? 
- Może...
Przesunęliśmy się o parę centymetrów.
-  O widzisz! Jesteśmy coraz bliżej! :D 
- Żartujesz sobie ze mnie ?! 
Spojrzałam na zegarek. 7: 51...
- Dobra... teraz możesz panikować... - Powiedział Hazza zauważając godzinę
- Dzięki..
Otworzyłam drzwi i wysiadłam z auta.
- Ej, gdzie idziesz ?!
- Do pracy... 
Zaczęłam biec pomiędzy trąbiącymi samochodami. 8:00! Na szczęście byłam już przed biurem.. co nie zmienia faktu, że jeszcze mnie w nim nie było. Wbiegłam do środka i... 


Hejka :** 
Komentujcie, 14 kom. > nowy post :**

piątek, 13 lipca 2012

Cz.10




W domu panował jeszcze większy bałagan niż zostawiłam wychodząc... . Na kanapie siedział... Louis... chyba tak i zajadał się marchewkami.
- O hejka! - powiedział zauważając mnie 
- Yyy...Hej... - powiedziałam nieco zmieszana
- O, hejo! - z kuchni wybiegł blondyn z wielką miską popcornu i usiadł koło swojego towarzysza.
Nie wiedziałam co się dzieje... miała zapytać kiedy z balkonu wyszedł czarnowłosy przystojniak i bez słowa wykonał identyczną czynność co jego koledzy. 
- To wszyscy, czy jest was więcej ?! - nie wytrzymałam 
- Harry się kąpie, a Liam gdzieś poszedł z Danielle..
- Że co ?! 
- No, co przecież nie zabronisz mu się spotykać z Danielle...
- Yyy... nie o to mi chodzi! Co wy tu wszyscy robicie ?!
Wtedy Z góry zszedł zadowolony Hazza. 
- Siemka! To co oglądamy..? 
- ...? Nic, macie się stąd natychmiast wynosić!
- Spokojnie... - uspokajał mnie Lou. - Nie mamy gdzie iść...
- ..?
- Ostatnio fanki, a raczej psychofanki stały się bardzo natarczywe... musieliśmy się przenieść na jakiś czas... tutaj nas nie znajdą...
- Ta... jasne, a jak znajdą to ja będę miała przechlapane...
- Zrób to dla nas... - Niall zrobił słodkie oczka, wyglądał naprawdę słodko z tymi wypchanymi od popcornu policzkami. 
- Na długo...? 
- Nie... 
- Czyli na ile..? 
- Jakieś...5
- 5....
- miesięcy... 
- 5 miesięcy ?! Ludzie, właśnie dostałam pracę, nie zostawię was samych w domu! 
- Pracę..? Brawo! 
- Harry nie zmieniaj tematu! Swoją drogą... jak tu w ogóle weszliście?..drzwi były zamknięte..
- Ale okno otwarte! - przerwał Niall 
- No tak... przecież mogłam przewidzieć, że piątka sławnych chłopaków wejdzie przez otwarte okno z walizkami i po moim powrocie poinformuje mnie, że się wprowadzają...
Zapadła cisza na niecałe 3 minuty. 
- To możemy zostać... ? - spytał niepewnie Harry.
Spojrzałam na niego i resztę chłopaków, którzy klęczeli przede mną ze złożonymi rękoma.
- No dobrze... 
- Jeeee!!! - Chłopaki zaczęli skakać po całym pokoju, kanapach... rzucali się popcornem, co nie spodobało się Niall'owi, chcąc zabrać Zayn'owi miskę z popcornem skoczył na niego z kanapy. Słychać było głośne pęknięcie
- Ups... - powiedział Niall zrywając się na równe nogi.
- No pięknie, jeszcze nie zdążyliście się rozpakować a już rujnujecie mi dom...
Cała 4 spojrzała na mnie podejrzanym wzrokiem
- No nie! Tylko nie mówcie, że zajęliście już sobie pokoje! - załamałam ręce
- No... 
- To może chociaż pokażecie mi gdzie kto śpi... 
Chłopaki zaprowadzili mnie na górę. Czułam się dziwnie, kiedy prawie obce mi osoby oprowadzały mnie po moim domu. A więc wyglądało to tak: 
Liam z Niall'em, Zayn z Lou... 
- A Harry..? - spytałam
- A dla Hazzy zabrakło pokoju.. - powiedział Lou opuszczając głowę.
- Nie wierzę! Nie chciałeś mieć pokoju z Harrym..? 
- Chciałem...- spojrzał na resztę zabójczym wzrokiem.
- W takim razie nie wiem gdzie będziesz spał...- powiedziałam patrząc na loczka.
- A ja wiem... 
- ...? 
- Ni chyba nie zostawisz gościa na zepsutej kanapie..., Oj nie przesadzaj zmieszczę się u ciebie..
- Co ?! W sumie, jak chcesz... ale uprzedzam, że podłoga jest nie wygodna... 
- Serio..? Mam spać na podłodze...? 
- Przecież nie będziesz spał na zepsutej kanapie - spojrzałam na niego chytrze i weszłam do mojego pokoju. Wyszłam na balkon i oparłam moje łokcie o zimne barierki. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok, niedługo potem ten ktoś zbliżył się do mnie i przybrał taką samą pozę jak ja. 
- Chyba musimy pogadać... - zaczął loczek.


Dzisiaj krótko, ale nie mam weny..., mimo to mam nadzieję, że się podoba :** 
Proszę o komentarze min. 10 do następnej części ♥ ♥

czwartek, 12 lipca 2012

Cz.9






W końcu odważyłam się zapytać.
- Yy... Czy mogę wejść?
- Yy... No tak... pewnie- wskazał ręką pomieszczenie niechętnie mnie do niego wpuszczając.
Historia lubi się powtarzać... na kanapie siedziała piękna długowłosa brunetka, kiedy się do mnie odwróciła zauważyłam jej brązowe oczy i śnieżnobiały uśmiech, gdy wstała... matko, te nogi... każda dziewczyna mogłaby jej pozazdrościć. No, to teraz wiem jak czuł się Patric..., a ja to tak po prostu zignorowałam... podeszła do mnie powoli i podała dłoń
- Ty jesteś Victoria, prawda? Ja jestem Nicole 
- Tak... Miło mi cię poznać... - czułam jak głos zaczyna mi drżeć.
Patrzyłam na nią jakiś czas, po chwili zorientowałam się, że może być to dla niej krępujące, więc szybko odchyliłam głowę spoglądając w ten sposób na podłogę.
- To jest moja... - zaczął Hazza
- Nie, nie chcę tego słyszeć... - odepchnęłam go lekko i wybiegłam.
Na chodniku zwolniłam i ocierając łzy szłam przed siebie. Wakacje powoli się kończyły, a ja dalej nie miałam pracy, postanowiłam wziąć się za to jutro z samego rana... i tak nie miałam nic innego do roboty... nie mam zamiaru przejmować się tym co się wydarzyło.


( Następny dzień)
Tak jak sobie postanowiłam o godzinie 8:00, siedziałam już przy komputerze a koło niego walało się pełno gazet z ogłoszeniami, jednak nic mi nie odpowiadało. Po paru godzinach poszukiwań znalazłam coś dla mnie, sięgnęłam za telefon i wybiłam podany na stronie numer. Po dość długiej rozmowie, wyszła na to,  że juto o 12:00 mam być w wyznaczonym miejscu, czyli mam nadzieję mojej przyszłej pracy. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor,oglądałam bardzo długi czas, ponieważ i tak nie miałam nic do roboty. Byłam głodna, ale gdy tylko pomyślałam o robieniu posiłku od razu rezygnowałam z jedzenia. Tak upłyną mi cały dzień. Nie wiem czym, bo cały dzień leniuchowałam, ale byłam padnięta. Położyłam się więc spać. 


Obudziłam się o równej 11:00, wręcz zerwałam się z łóżka widząc, która godzina. Biegałam po domu, przewracając go do góry nogami. W moim pokoju jeszcze nigdy nie panował taki bałagan. Z porozrzucanych ubrań wygrzebałam moją ulubioną beżową, luźną bluzeczkę z guzikami, do tego czarne rurki, czarna, mała torebeczka i tego samego kolory szpilki. Byłam gotowa, wybiegłam z domu prawie łamiąc sobie nogi.
Po ok. 30 min. stałam przed wielkim budynkiem, zatrzymałam się przed nim i z otwartą buzią stałam ok. 3 min, w końcu ocknęłam się i weszłam do środka. Stojąc przed drzwiami ostatni raz spojrzałam na zegarek, który nosiłam na ręce. Zapukałam i za prośbą wejścia otworzyłam pomału drzwi. Za biurkiem siedział wysoki, szczupły mężczyzna o ciemnych włosach i jasnej cerze. Uważnie mu się przyjrzałam, wyglądał bardzo młodo, na oko miał ok. 22 lat.
- Dzień dobry.. - zaczęłam zamykają drzwi i wchodząc do środka pomieszczenia  
- Proszę, usiądź - wskazał krzesło na przeciwko niego. 
- Na początek, zacznijmy od tego, czy masz jakieś doświadczenie w tej dziedzinie 
Chodziło mu o fotografię. Marzyłam o tym od dziecka, robienie zdjęć było moją pasją, która teraz ma okazję się rozwinąć. Dawniej mój wujek, zajmował się fotografią i to bardzo zachęciło mnie do tej pracy. Doświadczenie mam małe, ale szybko się uczę :D. Na początku mężczyzna nie mógł się zdecydować, lecz w końcu dał mi szansę.
- Dziękuję, dziękuję panu bardzo! - prawie skakałam z radości 
- Proszę - zaśmiał się - Ale nie mów do mnie " Pan", jestem Daniel - podał mi dłoń - A jak nazwa się moja nowa pracownica?
- Victoria... Victoria Carter ( Nie mogłam nazwiska wymyślić XD ) 
- Miło mi 
- Mi również
Uśmiechnął się szeroko, odwzajemniłam uśmiech i żegnając się wyszłam. Skakałam z radości. 
W aucie sięgnęłam po telefon i wybiłam numer Patric'a pochwaliłam mu się wspaniałą wiadomością, rozłączyłam się i wróciłam do domu. Weszłam do środka, zdejmując buty i wchodząc do salonu. 
Stanęłam jak wryta..


Przepraszam, że tak późno, ale dopiero teraz skończyłam pisać tę część, bo byłam w kinie :** 
Przy okazji kupiłam sobie płytę 1D !! Weeee XD Ale mam zaciesz ♥ Stoi sobie teraz na honorowym, widocznym miejscu XD. 



środa, 11 lipca 2012

Cz.8

         

Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Niechętnie podniosłam głowę i zauważyłam chłopaka. Przez chwilę nie rozpoznałam go, jednak tych oczu nie da się ukryć nawet w największej mgle. Szybko wstałam i podbiegłam do niego. Rzuciłam mu się na szyję.
- Przepraszam!!Przepraszam.. Nie chciałam tego, słyszysz!? Byłam wściekła... naprawdę myślałam że Harry traktuje mnie jak kogoś więcej niż tylko przyjaciółkę... przepraszam.. ja...
Patric przerwał mi zbliżając swoje usta do moich, które po chwili spotkały się w pocałunku. Nie wiem dlaczego, ale nie chciałam tego przerywać. Krople deszczu spadały na moje ramiona, twarz i włosy. W pewnej chwili lekko odepchnęłam Patric'a od siebie. Ona złapał mnie za ręce i spojrzał głęboko w oczy
- Posłuchaj... wiesz, że cię kocham. Ja wiem, że ty mnie nie..., więc zostańmy przyjaciółmi, ale.. ja muszę wyjechać...
- Dlaczego? Patric.. przepraszam.. ja naprawdę cię potrzebuje
- Ale ja nie mogę zostać... zrozum, nie mogę patrzeć jak świetnie bawisz się z tym... jak mu tam?
- Harry, ale...
- O właśnie Harry'm. Kochasz go?
- Patric..
- Kochasz go?
- Chyba tak...
- To biegnij do niego, bo ten SMS, który do niego napisałem wcale nie pomoże ci go zdobyć
- Nie, nie teraz... pójdę jutro... Ale teraz chodź
- Gdzie ?
- No... do domu
- Victoria mówiłem ci już
- Ale chyba zostać u mnie na noc możesz?
- Dzięki. Ale zostanę tutaj...
- Yyyy... Patric.. jesteśmy w parku..
- Nie przeszkadza mi to - uśmiechnął się - Bardzo wcześnie mam samolot...
- Nie ma mowy! - złapałam za jego walizki i ruszyłam przed siebie, a on musiał iść za mną. Doszliśmy do samochodu. Wsadziłam jego rzeczy i pojechaliśmy. Byliśmy pod domem. Weszliśmy, przygotowaliśmy się do snu i zasnęliśmy... to był bardzo trudny dzień.

( Następny dzień )

Wstałam bardzo wcześnie, ponieważ Patric miał samolot do Polski. Miałam wyrzuty sumienia, bo to w większości przeze mnie wyjeżdża, ale sam chciał...wszystko mi wytłumaczył, więc nie będę go zatrzymywać. Wybiła godzina 7:00, a o 8:00 chłopak miał samolot, więc zrobiłam szybko śniadanie, które składało się z kilku kanapek i pojechaliśmy na miejsce. Stanęliśmy przed wielkim placem, gdzie panował ogromy hałas. Słyszałam płacze kobiet i dzieci, od czas do czasu z mikrofonów rozlegały się równie głośne komunikaty dotyczące lotów. To było przykre patrząc na wzbijające się w powietrze samoloty, wiedząc że ktoś siedzi tam teraz osoba za którą już tęsknią ludzie...spojrzałam na Patrica z błagającą miną. On tylko pokiwał przecząco głową i mnie przytulił. W sumie rozumiem go, też nie chciałaby aby Hazza spotykał się z inną dziewczyną. Godzina 8:00... samolot czeka na pasażerów, a my idziemy w jego kierunku tak powoli, jakby to miało zwolnić błyskawicznie płynący czas. 
- No to... pa. - Powiedział rozkładając ramiona
Bez namysłu mocno go przytuliłam i zaczęłam płakać. 
- Zostań...
Pocałował mnie w czoło i złapał za walizki.
- Nie rozstajemy się na zawsze... 
- Ale na długo... 
- Oj, mam nadzieję, że niedługo nas odwiedzisz..
- Po wakacjach idę do pracy, pamiętasz?
- Ale wakacje jeszcze trwają :D 
Odwrócił się patrząc na samolot.
- Muszę iść. Papa - pocałował mnie w policzek.
- Pa...
Patrzyłam jak wchodzi do środka, co chwila odwracał się, a ja miałam nadzieję, że zaraz tu podejdzie, przytuli mnie i powie, że zostaje... jednak tak się nie stało. Wszedł do tego środku transportu i odleciał. Ja jakby nigdy nic wsiadłam do auta i odjechałam, nie mogłam teraz siedzieć sama w domu, więc postanowiłam, że odwiedzę Harrego. Zatrzymałam się przed jego..ich, bo całe 1D mieszkało w tym  wielkim domu. Stanęłam przed drzwiami i nacisnęłam przycisk, który okazał się dzwonkiem. Otworzył mi uśmiechnięty od ucha do ucha Harry.
-Victoria? Co ty tutaj robisz? - spytał trochę speszony.. zauważyłam to od razu i nie wiedziałam co się dzieje.
- Patric właśnie wrócił do Polski...
- Przykro mi... 
- Nie wpuścisz mnie? - pomyślałam. Stałam przed tymi drzwiami jak głupia, a on chyba nie miał zamiaru mnie wpuścić. 

I widzicie, jestem nieprzewidywalna XD 
Ale nie obiecuję, że jutro będzie następna, bo jeszcze jej nawet nie napisałam XD 
Komentujcie, bo zauważyłam, że jest was coraz mniej ;( 

poniedziałek, 9 lipca 2012

Cz.7





* Victoria* 

Siedziałam uśmiechając się sztucznie, jednak w duchu czułam ból jakiego nie da się opisać. Oczekiwałam czegoś... czegoś, co dałoby mi nadzieje... co ja gadam! Wiedziałam, że to nie ma sensu.., że się nie uda... .  Na drzewie pisało wyraźnie : H + V = BFF... No, muszę się z tym pogodzić... 
- Victoria! - usłyszałam głośne wołanie. Spojrzałam w duł
- Patric..? Co ty tutaj robisz? - Spytałam łagodnie.
- Zejdź... musimy pogadać! - Spojrzał się na Hazzę, wzrokiem takim jak zawsze na niego patrzył... czyli oschłym, złym... 
Powoli zeszłam z drzewa, przymusowo trzymając rękę Harr'ego. Gdy wreszcie stanęłam na twardej ziemi, poczułam, że chce mi się płakać. Powstrzymywała mnie tylko myśl, że Harry nie może zobaczyć moich łez. Patric spojrzał mi w zaszklone oczy i już wiedział co ma robić. Złapał mnie za rękę. Spojrzał na Hazzę i takim głosem jakim może powiedzieć zazdrosny chłopak odezwał się
- Sorry, my musimy już iść -  Pociągnął mnie za rękę w stronę domu.
Gdy byłam już w swoim miejscu zamieszkania, rzuciłam torebkę na ziemię i pobiegłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i głośno płakałam... W głowie ciągle miałam BFF... W końcu wzięłam się w garść, otarłam łzy i usiadłam na rogu łóżka. 
-Skoro chce być przyjaciółmi.... spoko, będziemy tylko przyjaciółmi- pomyślałam i otarłam jeszcze spływające z moich policzków małe kropelki. Usłyszałam nieśmiałe otwierania drzwi. Nie musiałam zastanawiać  się kto to..
- Mogę wejść..? - Zapytał Patric otwierając drzwi 
- Pewnie- poklepałam miejsce koło mnie. On usiadł i mocno mnie przytulił. 
- On..- zaczęłam 
- Ciii... Nie chce wiedzieć... 
- Nie..? 
- Nie. Kładź się.. jest już późno - zaśmiał się okrywając mnie kołdrą
- Dobrze mamo... - Uśmiechnęłam się szeroko. 
Leżałam w wygodnym łóżeczku. Patric wstał i złapał za klamkę chcąc wyjść 
- Patric..
- Tak..? - cofnął się
- Zostań ze mną...
Uśmiechnął się i położył koło mnie. 
Bardzo szybko zasnęłam. 


* Patric* 


W środku nocy usłyszałem sygnał telefonu dobiegający z dołu. Ostrożnie się podniosłem i zszedłem. Okazało się, że komórka należała do Victorii, ponieważ dźwięk wydobywał się z jej torebki. Wygrzebałem go, na wyświetlaczu pojawiło się " Harry".
- Człowieku! Jest środek nocy! - pomyślałem i bez wahania rozłączyłem się. Obejrzałem się za siebie.
Wszedłem w wiadomości i bez namysłu zabrałem się za pisanie wiadomości do tego chłopaka, a brzmiała ona mniej więcej tak: "Słuchaj, nie możemy się już spotykać. Przykro mi". Wysłałem to w imieniu Victorii i wcale tego nie żałowałem
- To dla twojego dobra.. - powiedziałem cicho mając na myśli dziewczynę. 
Ku mojemu zdziwieniu stała za mną z założonymi rękami.
- Co dla mojego dobra? 
- Yyy...
- I co robisz z moim telefonem?!- podniosła ton
- Słuchaj ja tylko...
- Nie! Nie masz prawa wtrącać się w moje życie, rozumiesz ?! 
- Ale on cię okłamuje!! 
- Nie znasz go!
- Znam go lepiej niż ci się wydaje!!
- Nie prawda! Nie masz pojęcia jaki on jest! Przy nim czuję się bezpiecznie! Faktycznie dzisiaj mnie rozczarował, ale nie skrzywdził! 
- Czyli, że mnie nie potrzebujesz?! 
- Nie! 


* Victoria*


Nie wiem dlaczego to powiedziałam... wymsknęło mi się. Krzyczeliśmy na siebie jak nigdy... naprawdę nie chciałam tego. W jednej chwili zawalił się cały mój świat. Patric bez słowa poszedł na górę, a ja stałam jak wryta. Nie wiedziałam co zrobić... w pewnym momencie ocknęłam się i pobiegłam do niego, niestety było już za późno. Minęłam go w drzwiach. Szturchnął mnie lekko ramieniem i zszedł ze schodów targając walizki. 
- Patric...- wyszeptałam ze łzami w oczach. Usłyszałam głośne trzaskania drzwiami, przestraszyłam się tego, zalałam się łzami. Wybiegłam z domu i stanęłam na progu. Deszcz lał niemiłosiernie, rozglądałam się w poszukiwaniu mojego przyjaciela,bezskutecznie. Wróciłam do domu, ale nie poddałam się złapałam za kluczyki i znowu wybiegłam. Szybko zamknęłam drzwi i podbiegłam do auta. Trzęsącą się ręką ledwo trafiłam w zamek od klucza w samochodzie. Wsiadłam do środka i cała zapłakana ruszyłam przed siebie. Jechałam już dobre 3 godziny, ale nigdzie go nie znalazłam. W końcu miałam dość, zatrzymałam się w parku, usiadłam na najbliższej ławce i zakrywając twarz rękoma zanurzyłam się w kałuży łez, których i tak nie było widać przez wielką ulewę. 

Dzisiaj krótko, ale mam nadzieję, że i ta się wam podoba, w następnych częściach będzie się działo ;). Dobra przejdźmy do rzeczy, dzisiaj wyjeżdżam i nie będę miała dostępu do internetu, więc przez jakiś czas prawdopodobnie nie będę dodawała dalszych części..;(. W każdym razie powoli piszę dalej, dlatego przy najbliższej okazji po prostu szybko dodam, więc wchodźcie regularnie bo mogę wam zaskoczyć ;P