poniedziałek, 9 lipca 2012
Cz.6
- No dobra, idziemy spać.. jest już późno
- Dobra mamo... - uśmiechnął się Patric
Wstałam i szłam w kierunku schodów, kiedy nagle złapał mnie od tyłu w talii i "zawiesił" na swoim ramieniu.
- Aaaa... Patric puść mnie!! - śmiałam się uderzając pięściami w jego plecy i wymachując nogami.
Zaniósł mnie do pokoju i rzucił na łóżko, a sam usiadł na jego rogu. Głośno się śmiałam i patrzyłam na chłopaka. W końcu wstałam i wzięłam swoje rzeczy.
- Idę się wykąpać.. idź do siebie - powiedziałam z szerokim uśmiechem wchodząc do łazienki
Kiedy wyszłam nie było go już w moim pokoju. Położyłam się spać i szybko zasnęłam.
( Następny dzień )
Wstałam rano o 12:00 :D i zeszłam na dół zrobić śniadanie... no może i obiad dla mnie i mojego gościa, lecz ku mojemu zdziwieniu wszystko było już gotowe, a Patric siedział i czekał na mnie.
- Wow.. nie musiałeś... - powiedziałam siadając do nakrytego stołu
- Nie musiałem, ale chciałem - uśmiechnął się szeroko - Jak się spało, księżniczko?
- Ok... a tobie?
- Świetnie :D
-To się cieszę.
Zjedliście wszystko.
- To ja pozmywam- powiedział Patric podnosząc talerze
- Jeszcze czego, jesteś gościem. Oddawaj to..
Po długiej kłótni, kto ma zaszczyt umyć naczynia, w końcu i tak wypadło na niego. Do mnie w tym czasie zadzwonił Harry. Rozmawiałam z nim jakiś czas, w pewnej chwili zorientowałam się, że Patric skończył swoją pracę i siedzi teraz przy stole patrząc się na mnie wzrokiem, którego nie byłam w stanie rozszyfrować.
- Wiesz co Harry... muszę kończyć. Pa pa - rozłączyłam się, kładąc telefon na stole i siadając na przeciwko niego.
- Co jest..? - spytałam troskliwym głosem
- Nic.. a co ma być?
- No nie wiem.. to ja się pytam, odkąd przyjechałeś jesteś taki jakiś inny.
- Wcale nie..
- Jak chcesz.. ja tam wiem swoje...
- Patric...
- Hmm?
- Czy mogłabym wyjść na godzinkę?
- Pewnie, jesteś u siebie...
- Jesteś świetny, dzięki - pocałowałam go w policzek i złapałam za buty.
- Z Harrym, prawda ?
- Yhm, ale chyba ci to nie przeszkadza.... ?
- Nie...
*Patric*
Od razu wiedziałem z kim chce wyjść, po prostu chciałem się upewnić. Nie lubię tego chłopaka, co można zauważyć..., jest jakiś taki dziwny... nie dla niej. Wyszła. Zostałem sam w dużym domu. Nie wiedziałem co mam zrobić, w końcu nic tu nie jest moje,
- A jak zepsuje prezencik od Harrego...o jejku, co w tedy...? Pfff- pomyślałem
Podszedłem do kominka, na którym było pełno figurek, śnieżnych kul i zdjęć... na jednym z nich byliśmy razem, oczywiście tylko na fotografii. Victoria jest, będzie i była taką piękną dziewczyną... te włosy, uśmiech... oczy. Nie widzę w niej zwykłej przyjaciółki... jest dla mnie kimś więcej, za każdym razem, kiedy widzę ja z nim...Mam ochotę go pobić, jestem pewien, że jeszcze nie raz będzie przez niego płakała...
* Victoria*
Szłam wąską ścieżką, z opuszczoną głową i rękoma w kieszeni. Zamyśliłam się i szłam nie patrząc przed siebie, przez co musiałam przepraszać wiele osób. W końcu doszłam w miejsce w którym mieliśmy się spotkać, a była mała kafejka na rogu ulicy. Hazza przyszedł bardzo punktualnie. Spędziliśmy naprawdę miły wieczór, byliśmy na długim spacerze koło jeziorka. Bardzo mi się tam spodobało. W pewnym momencie Harry wspiął się na wysokie drzewo i podając mi dłoń pomógł mi wykonać taką samą czynność. Gdy siedzieliśmy już na jednej z gałęzi Hazza wyją z kieszeni mały scyzoryk
- Wowowo - odruchowo się od niego odsunęłam
- Nie bój się - uśmiechnął się szeroko i podał mi rękę z zamiarem przysunięcia mnie do siebie. Byłam już bardzo blisko niego. Zaczął grawerować na drzewie pojedyncze literki. Kiedy skończył pozwolił mi zobaczyć swoje dzieło... Trochę zdziwiło mnie to co zobaczyłam...
* Patric *
Czekałem na nią już parę godzin... nie doczekałem się. Jeżeli dobrze zapamiętałem to jest z niejakim
Harry'm Styles'em. Postanowiłem dowiedzieć się o nim trochę. Wbiegłem po schodach na górę do
"swojego" pokoju i otworzyłem laptopa. Przeczytałem o nim wiele rzeczy m.in. to, że miał mnóstwo dziewczyn...a co jeżeli Victoria jest jego następną " ofiarą". Nie mogą dopuścić do tego, żeby ją skrzywdził... miałem wyłączać elektryczny przedmiot kiedy natknąłem się na bardzo ciekawą a zarazem przerażającą informację na jego temat. Wstrząsnęła mną na tyle, że miałem ochotę wyrzucić laptopa przez okno, ale opanowałem się i zamiast tego, wybiegłem z domu trzaskając drzwiami. Jakieś 3 godziny temu Victoria poinformowała mnie, że wróci później i gdzie dokładnie jest. Jednak w tej kafejce o której pisała już jej nie było
- Trudno - pomyślałem i poszedłem jej szukać.Szedłem tak niedługi czas, ponieważ znalazłem ją siedzącą na drzewie... no oczywiście nie samą :/
Podszedłem bliżej.
sobota, 7 lipca 2012
Cz. 5
Z przerażeniem upuściłam poduszkę (jeżeli można to jeszcze tak nazwać) i podeszłam do drzwi. Niezależnie kto stoi po drugiej stronie było mi strasznie głupio otwierać w takim stanie. Harry biegał po domu łapiąc co popadnie i zanosząc to w mniej widoczne miejsce. Ostatni raz spojrzałam na swoje ubranie i nieśmiało otworzyłam drzwi.
- Patric ?! - rzuciłam mu się na szyję - Co ty tutaj robisz..?
- Stęskniłem się - Uniósł mnie wysoko i zakołował wokół siebie
Gdy postawił mnie na ziemi spojrzał się na mnie z pytającą miną
- Nie pytaj. :D
- Ok - zaśmiał się
Złapałam za jego walizkę i weszłam do domu. On wziął drugą i poszedł za mną do salonu. Jego wzrok od razu zatrzymał się na Harrym.
- Yyyy.. nie przeszkadzam...? - spytał
- Nie
- Tak - wyszeptał Hazza, jednak w domu panowała głucha cisza i nietrudno było to usłyszeć
Spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem.
- Siadaj. - wskazałam kanapę
Patric usiadł nie spuszczając wzroku z Harrego. Hazza usiadł na przeciwko niego, na fotelu i bacznie mu się przyglądał. Poszłam zanieść walizki do pokoju gościnnego, gdzie teraz miał spać mój przyjaciel.
* Patric *
Przyjeżdżając tutaj nie miałem pojęcia, że Victoria nie będzie sama. Siedziałem teraz na kanapie, mój wzrok skupiał się na chłopaku w lokach siedzącym przede mną.
- Czy wy... - zacząłem
- Nie, jesteśmy tylko dobrymi przyjaciółmi - Oznajmił loczek
W duchu odetchnąłem z ulgą, ale moja mina nie wyrażała żadnych emocji. Cały czas patrzyłem na niego zabójczym wzrokiem. Zaraz potem z góry zbiegła Victoria, usiadła obok mnie i patrzyła raz na mnie, raz na Harr'ego... tak, chyba tak się nazywał.. tak naprawdę mało mnie to obchodziło.
- To ja już lecę... - oznajmił chłopak. A ja w myślach miałem tylko jedno słowo " Nareszcie..."
Harry wstał podał Victorii rękę, a na mnie tylko spojrzał, dziwnym wzrokiem.
Dziewczyna odprowadziła go do drzwi i pożegnała się. Przez chwilę ich nie widziałem. Po chwili wróciła, usiadła koło mnie i mocno przytuliła
- A to za co? - spytałem
- Za to, że jesteś... - uśmiechnęła się - Tęskniłam...
- Ja też.. - mocno ją przytuliłem i pocałowałem w czoło
- Mam pomysł.. zaraz wracam! - Wstała i pobiegła na górę
* Victoria*
Kiedy byłam już w swoim pokoju, z pomiędzy wielu książek wyciągnęłam jasny album z trochę ciemniejszymi dodatkami, którymi były wstążki, kwiatki itp.
Kiedy znajdował się w moich rękach uśmiechnęłam się sama do siebie. Zeszłam na dół i usiałam koło przyjaciela. Dobrze pamiętał kolekcję tych zdjęć. Zauważyłam jego szeroki uśmiech i otworzyłam na pierwszej stronie. Mieliśmy w tedy tak po 12 lat..., na zdjęciu staliśmy przy automacie z watą cukrową.. byliśmy cali brudni i dlatego też szczęśliwi. Następne pare zdjęć przedstawiało nas w wieku ok. 12 lat, potem było 13... 14...15..itd. zaczęły się zdjęcia na których był sam Patric... kochałam te fotografie..chłopak był tak fotogeniczny... nie poznałam jeszcze osoby, która na każdym zdjęciu wyszła by tak rewelacyjnie. Wszyscy mówią mu, że powinien zostać modelem, ale on ma inne plany.

Zdjęć było mnóstwo, prawie tyle ile wspomnień i śmiechu przy oglądaniu ich. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
- Hej, mała. Czemu płaczesz?
- Ja ten czas szybko mija... obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz...
- Nawet wtedy, kiedy.... kiedy... brakuje mi porównań, ale obiecuje. - uśmiechnął się do mnie do szeroko i znowu przytulił.
- A co do tego całego Harr'ego... - zaczął
- Zazdrosny jesteś? - przerwałam mu
- Ja ?! Skądże...
Zachichotałam.
- Chyba nie masz o co...
- A co, ma dziewczynę? - zapytał z nadzieją w głosie
- Nie wiem... raczej nie... nic mi nie mówił.
- Raczej ma
- Skąd wiesz?
- Nie wiem, strzelam.
- Hej!
No i jest 5. Mam nadzieję, że się podoba, przepraszam, że dodaje tak no... dość późno. Miałam już napisane, ale po prostu nie miałam czasu dodać. Myślę, że mi wybaczycie...? :**
piątek, 6 lipca 2012
Cz.4
Po około pół godzinie byłam już w domu. Szybko wybiegłam na taras i pozbierałam swoje rzeczy, które zostawiłam wczoraj. Gdy już wszędzie panował porządek, poszłam na górę, gdzie znajdował się mój pokój. Usiadłam na łóżku i jak zawsze zabrałam się za notowanie dzisiejszego dnia. Ale te rozmyślenia, które zapisałam, w żaden sposób nie przypominały poprzednich… te były jakieś takie inne… większość opisu skupiała się na Harrym.. na jego pięknym wyglądzie… na jego zachowaniu. Czy mogłam się… nie… to nie możliwe…, ja nie mogłam się zakochać ! Przecież on jest gwiazdą…, tak to prawda, że zawsze chciałam mieć chłopaka, ale…ale to nie może być on…
Przerwał mi telefon.
- Halo…?
- Hej, mała. Jak tam?
- Hej Patric! Jest ok.. a co u was?
- Bez ciebie straszne nudy…
- Oooo.. :D
- Wracaj do nas…
- Patric.. wiesz, że tutaj mam pracować..
- I jak ci idzie?
- No… jak na razie nijak..
Usłyszałam u niego straszny hałas.
- Patric… co tam się dzieje ?
- Nic.. słuchaj muszę kończyć, papa
- No… no, ok.. papa
Rozłączył się pierwszy, czego nienawidziłam. Przygotowałam
się do snu, zdążyłam jeszcze wyprać koszulkę Hazzy i zapisać jego numer w mojej
komórce. Bardzo szybko zasnęłam… ale nie zdziwiło mnie to.. po takim dniu…
( Następny dzień )
Obudziłam się bardzo wcześnie, co nie było w twoim stylu. Dziwnym
trafem byłam wypoczęta, więc wstałam i zaczęłam przygotowywać się do
dzisiejszego dnia. Wyrwałam kartkę z kalendarza i zeszłam na dół zrobić sobie
śniadanie. Strasznie się nudziłam.
Sięgnęłam po telefon i wybiłam numer Patric’a, jednak zamiast jego głosu
usłyszałam tylko pocztę..
- Dziwne.. – pomyślałam. Patric zawsze odbierał..
przynajmniej ode mnie..
W takiej sytuacji postanowiłam zadzwonić do
Hazzy… Tak ja… ta skryta w sobie dziewczyna, która do tej pory nieznajomym
ludziom potrafiła powiedzieć tylko krótkie „ Dzień dobry ”.
Było już pare minut po 12:00, więc nie wahałam się z
telefonem do chłopaka. Znalazłam jego numer w kontaktach i dziwnie szybko wcisnęłam
zielona słuchawkę.
- Halo? – Usłyszałam lekko zachrypnięty głos
- Hejka, tu Victoria :D
- O, Hej… Co tam ?
-A nic.. dzwonię, bo strasznie mi się nudzi …
- To co… może wpadnę do ciebie..
- Jeśli chcesz..
- Zaraz będę!
I znowu ten nieprzyjemny dźwięk rozłączanego telefonu ze stronny
chłopaka. Wstałam ( bo siedziałam XD) i przeszłam się po całym domu oglądając z
uwagą każde pomieszczenie.
Hazza zjawił się bardzo szybko.. nawet nie wiem jak to
możliwe, ale ja tam się na tym nie znam i szczerz nie obchodzi mnie to jak
szybko można przejechać jaką odległość jakim samochodem.
Otworzyłam mu drzwi, a ten po przytuleniu mnie wszedł do
środka. Zaprosiłam go do salonu… usiedliśmy na wygodnej kanapie i zaczęliśmy
rozmawiać. W pewnym momencie nastała głucha cisza, a oczywiście mądry i jak
zawsze spokojny Harry ( sarkam :D ) rzucił we mnie poduszką śmiejąc się przy
tym, nie byłam gorsza i oddałam mu potrącając przy tym leżące na stole szklanki
z sokiem pomarańczowym. W ten sposób rozpoczęła się bitwa na poduszki. Byłam
cała lepka od soku, w dodatku z poduszek zaczęły lecieć pióra, które przylepiały
się do nas. Naprawdę nie chcę wiedzieć jak wtedy wyglądałam i jak wypiorę moje
ubrania. Bawiłam się świetnie do puki nie usłyszałam dzwonka do drzwi.
czwartek, 5 lipca 2012
Cz. 3
Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie, co miałam w planach. Ubrałam się w koszulkę nowo poznanego chłopaka i cichutko zeszłam na dół. Było mi bardzo niezręcznie wychodzić
bez pożegnania i w dodatku w nieswoim ubraniu, ale co mogłam zrobić.. nie jestem osobą, która lubi jeść śniadanie z obcymi ludźmi... w ogóle nie lubię rozmawiać z ludźmi!... wyjątkiem jest tylko Patric... . Nie mam pojęcia w jaki sposób zdobędę chłopaka, ale mam wielką nadzieję, że on mnie odmieni..., że wreszcie będę mogła się przed kimś otworzyć... Podeszłam do drzwi i lekko złapałam za klamkę. No cóż takie już moje nieszczęsne życie, że drzwi zaczęły skrzypieć, zrobiłam kwaśna minę i lekko się schyliłam.. taki odruch. Nie trudno się domyśleć, że zaraz cała piątka znalazła się na schodach.
- Co robisz...? - Spytał zdziwiony loczek
- Yyy.. Nie chciałam was budzić... Muszę już lecieć...
- Tak bez pożegnania..? To nieładnie wiesz...- Uśmiechnął się Harry i podszedł do mnie.
Był już tak blisko, że nie wiedziałam co zrobić, odchyliłam lekko głowę w prawą stronę.
- Zastań na śniadanie! Właśnie mieli robić - powiedział zadowolony Niall wskazując na chłopaków
- Hmm..? - Cała pozostała 3 zrobiła bardzo zdziwione miny. Podejrzewam, że nie mieli pojęcia o robieniu śniadania, jednak Hazza próbował mi spojrzeć w oczy, co było trudne, bo właśnie zakryłam je włosami.
- To dobry pomysł... Zostań- Zaproponował Harry
- Nie, naprawdę muszę już iść - powiedziałam szybko, odruchowo łapiąc za klamkę i mocno ja przyciskając. Wybiegłam z ich domu jak szalona, nie wiedziałam gdzie jestem... przecież niedawno co znalazłam się w tym wielkim mieście. Szłam przed siebie co chwila pytając o drogę do centrum, gdzie zostawiłam auto. Wieczorem byłam na miejscu. Podeszłam wyczerpana do samochodu opierając się o szybę.
* Harry *
Byłem bardzo zdziwiony zachowaniem Victorii, ale co zrobić.. może po prostu nie przepada za mną... Nie mam zamiaru jej do tego zmuszać.. . Kiedy wybiegła, za moimi plecami usłyszałem głośne
- Uuuuuu...
Nie skomentowałem tego, odwróciłem się na pięcie i usiadłem do stołu.
- To co jemy..? - Spytałem ukrywając swój smutek jak najlepiej umiałem
- Szybko się pozbierałeś... - skomentował do Niall siadając obok mnie. W ten sposób ze stojących został tylko Louis.
- Ej, no! - zdenerwował się Lou
Wszyscy zaczęli się śmiać, z wyjątkiem mnie , podniosłem tylko jeden kącik ust.
Minęło już dobre 1,5 godziny, a na stole pustka
- Umrę!! Umieram!! Jeżeli mnie kochacie to dajcie mi jeść!! - Dramatyzował Niall
- Zaraz wracam.. - powiedział Zayn, wstając od stołu i udając się na górę
- Ok - Odpowiedzieli wszyscy, oprócz Niall leżącego teraz na podłodze trzymając się za brzuch.
Teraz nie ukrywałem smutku... brakowało mi jej, chociaż tak naprawdę jej nie znałem, świetnie mi się z nią rozmawiało... nawet jeśli była małomówna
- Yyy.... chłopaki...
- Hmm..?
- Chyba mi się przypaliło..
- Nie!!!!! - Darł się Niall
- Stary, idź do niej... - powiedział Liam, widząc moją minę
- Nawet nie wiem gdzie ona jest... - odpowiedziałem, nie kryjąc się już z tym, że mi jej brakuje
- Coś mi się wydaje, że na parkingu... - powiedział Zayn, schodząc z góry z torebka w ręku.
-No chyba, że to kogoś z was ?- zaśmiał się
Szarpnąłem za torebkę i wybiegłem z domu. będąc już na zewnątrz usłyszałem tylko głośne błagania blondyna
- Tylko kup coś do jedzenia !!! Błagam cię !!!
* Victoria *
Chcąc wyjąć kluczyki z mojej brązowej torebki, zorientowałam się, że jej nie posiadam. Miałam ochotę się zabić.. Robiło się coraz zimniej, a ja nie miałam gdzie spać! Opadłam zrezygnowana za ziemie, kładąc ręce na kolanach. Skuliłam się i schowałam twarz, zaczęłam płakać z bezsilności... nie mam nic... prawa jazdy... kluczy ani do auta, ani do domu..., telefonu... Masakra, ale zdążyłam się juz do tego przyzwyczaić, całe moje życie to jedna, wielka masakra..
W tedy poczułam ciepłą dłoń na moim ramieniu. Powoli podniosłam zapłakaną twarz.
- To twoje..? - Spytał loczek, którego od razu poznałam.
Szybko się podniosłam, złapałam za kluczyki i rzuciłam się na jego szyję, mocno ściskając.
Kiedy zorientowałam się, że właśnie przytuliłam prawie nieznanego mi chłopaka szybko się oderwałam
- Przepraszam...- Powiedziałam nieśmiało - I dziękuję ... - potrząsnęłam kluczykami.
- Nie ma za co... już myślałem, że mnie nie lubisz..- odpowiedział z szerokim uśmiechem, tak, że aż nogi się pode mną uginały. Odwzajemniłam uśmiech.
- Chyba muszę już się zbierać.. - wskazałam na samochód
- Tak..ja też.
- To pa.
- Zaczekaj! Skoro jednak mnie lubisz, to tutaj jest mój numer telefonu... - powiedział dość nieśmiało jak na niego, z kieszeni wyjął długopis.. złapał delikatnie moją dłoń i zaczął na niej pisać pojedyncze cyferki.
- Tak w razie czego... - uśmiechnął się szeroko i puścił moją rękę.
- Ok... - uśmiechnęłam się
- Wiesz.. jak chcesz to możesz zadzwonić nawet jutro..
- Haha... przemyślę to
Otworzyłam drzwiczki od auta i wsiadłam do środka. Widziałam tylko jak Harry prawie skakał do samochodu uśmiechnięty od ucha do ucha. Spojrzałam w lusterko w samochodzie i przestraszyłam się własnego odbicia. Rozmazany tusz do rzęs.. do tego potargane włosy.. i lekko ubrudzona koszulka chłopaka... no tak ciągle ją na sobie miałam.. ale przecież teraz jej nie zdejmę... no i już pewne jest następne spotkanie z Harrym.
Hejka :**
Na początek przepraszam, że dopiero teraz dodaje 3 część, ale znowu nie miałam dużo czasu
A to też dlatego, że wreszcie dostałam swojego upragnionego psiaka XD - Tak przy okazji się pochwalę xD
Zaczynam już pisać 4 część, więc myślę, że jutro już będzie :**
Kocham was ♥ ♥
Dziękuję za tyle wejść, jesteście wspaniali :**
wtorek, 3 lipca 2012
Cz.2
W pewnym momencie chłopak w koszuli w kratkę wstał i podaj mi dłoń
- Liam
- Victoria...
Potem przedstawili mi się Louis, któremu zdążyłam się uważnie przyjrzeć już z mojego stolika. Cały ubrudzony w czekoladzie Niall i na koniec czarnowłosy chłopak, Zayn, którego tak chciałam zobaczyć... jego oczy były tak hipnotyzujące, że nie mogłam przestać w nie patrzeć... oderwało mnie od nich jedynie głośne piszczenie nastolatek. Zayn nie zdążył puścić mojej ręki, tylko mocniej ją uścisnął i już po chwili z całą piątką biegliśmy w nieznanym mi kierunku. Dopiero teraz uświadomiłam sobie z kim mam do czynienia. Piątka chłopaków, fanki... Tak, to było 1D. Odwróciłam głowę w stronę Zayn'a, żeby uważniej mu się przyjrzeć, ten tylko szybko się uśmiechnął i przyśpieszył. Wybiegliśmy z centrum, szczerze mówiąc miałam już dość biegania... byłam zmęczona, ale skoro tak szybko się zerwali, to musiało być coś poważnego. W pewnym momencie nogi zaczęły mi się plątać i upadłam. Harry szybko stanął, wziął mnie na ręce i zaniósł do auta, które na szczęście było już blisko...a na nie szczęście - to nie było moje auto, tylko ich spory samochód. Hazza wsadził mnie do środka i już po chwili jechaliśmy w dalej niezdaną mi stronę. Zatrzymaliśmy się przy wielkim... co ja mówię, ogromnym domu. Loczek złapał mnie za rękę i podeszliśmy razem pod drzwi, gdy je otwierał powiedziałam speszona
- Przepraszam.., ale ja muszę wracać...
- Gdzie..?
- No.., do domu...
- Teraz..?- wskazał na ciemne niebo - Przenocujesz dzisiaj u nas
- A mój samochód...? Został na parkingu..
- To też załatwimy juro, ok? Wchodź - wskazał otwarte już przez niego drzwi.
Wolnym krokiem weszłaś do środka...czułaś się jak w bajce, te wielkie okna... beżowe, jasne płytki na ogromnej podłodze... i te żyrandole, jak z diamentów...chociaż tak na prawdę nie miałam pojęcia z czego są zrobione.
- Podoba się..? - Zachwycanie się w pomieszczeniem przerwał mi Harry
- Bardzo...ale, nie mam swoich rzeczy...
- Oj, za bardzo dramatyzujesz... - uśmiechnął się szeroko i zaprowadził na górę. Wyjął z szafy dwa T-shirt'y i podał mi je
- Jeden jako piżama, drugi na jutro - uśmiechnął się pięknie.
- Ok...
- Ok.
- Harry ?
- Tak?
- Czy mógł byś...?
- A tak pewnie, już wychodzę..
- Dzięki...
Ciągle stał w tym samym miejscu
- Harry!
- No dobra już dobra... dobranoc- posłał mi miłe spojrzenie
Sięgnęłam po jedną z bluzek i już miałam się przebierać, kiedy do pokoju wszedł nie kto inny tylko loczek
- Ale, gdybyś czegoś potrzebowała...
- Wynocha! - zaśmiałam się, rzucając w niego poduszką
Już w samotności przebrałam się i poszłaś spać.
poniedziałek, 2 lipca 2012
Cz. 1
( 1 rok później )
Victoria mieszkała już w swoim własnym domu. Znajdowało się to dość daleko od miasta czy jakiśkolwiek atrakcji typu kino lub teatr, ale dziewczyna uwielbiała takie zaciszne miejsca, gdzie wychodząc do ogrodu mogła posłuchać śpiewu ptaków, usiąść na leżaku i opalić się w słońcu.
Tak właśnie miało wyglądać to lato. Victoria postanowiła spędzić ten czas na zwiedzaniu i poznawaniu kraju, dlatego szukanie pracy zostawiła na koniec. Pożegnanie z rodziną i przyjaciółmi z Polski było dla niej bardzo bolesne... nie chciała zostawiać tego wszystkiego.. tego domu, przyjaciół... Patric'a..., ale tutaj mogła rozwinąć skrzydła.
( Godzina 12:00 )
* Victoria*
Siedząc na tarasie, rozmyślałam nad tym co będzie za parę lat... jeżeli po 18 latach zmieniłam miejsce zamieszkania i to nie byle jak, bo wyprowadziłam się z kraju, to co będzie za na przykład 8 lat... wrócę do Polski... A może wreszcie znajdę tego jedynego... . Jak to szybko mija, mam wrażenie jakbym wczoraj skończyła podstawówkę..a dzisiaj jestem już dorosła... mam własne życie... tak bardzo tego pragnęłam, a teraz kiedy to się spełniło ja tęsknie za poranną pobudką mojej mamy... za świętami, spędzonymi z całą rodziną i cieszenie się z lalki czy misia... tak bardzo brakuje mi dzieciństwa...
Poczułam jak mała łza ociera się o mój nagrzany słońcem policzek i opada na zapisaną kartkę. Szybko otarłam resztę spływających, zimnych kropelek i wstając odłożyłam notesik na stojący niedaleko stolik. Poszam do kuchni i wyjęłam z lodówki karton zimnego soku pomarańczowego i nalałam go do szklanki. Wróciłam na taras ze szklaną pełną soku. Złapałam notesik i w jego miejsce położyłam szklankę upijając z niej ostatni łyk.
Po krótkim wypoczynku, złapałam za kluczyki od mojego czarnego pojazdu... którego nazwę potrafi zapamiętać tylko mój tata i weszłam do niego. Otwierając drzwiczki od auta poczułam podmuch strasznie ciepłego powietrza, więc jadąc otworzyłam okno. Dojechałam do centrum handlowego, co nigdy nie było moim ulubionym miejscem..., ale chcąc nie chcąc musiałam kupić nowe ciuchy.
Weszłam do jednego sklepu, drugiego, trzeciego... było ich tyle, że nie jestem w stanie zapamiętać tych wszystkich nazw..., niestety w żadnym nie wybrałam nic co było by w moim stylu... dopiero teraz uświadomiłam sobie jaka jestem wymagająca... Albo po prostu nie mam odwagi podejść i zapłacić, nienawidzę opinii innych o mnie... wolę nie ryzykować nie czuć wzroku kasjerki na mnie gdy będę przy niej stała. Jedyne miejsce gdzie miałam odwagę się wybrać to mała kafejka. Kupiłam cappuccino i usiadłam przy stoliku. W pewnym momencie poczułam coś, czego za nic poczuć nie chciałam... nieprzyjemne dreszcze przeszły po moim ciele, kątem oka widziałam chłopaka.. chłopaków, a dokładnie pięciu. Jeden rozmawiając z resztą co chwila odwracał się w moją stronę... to było takie krępujące, szczególnie w moim przypadku, bo nigdy nie umiałam rozmawiać z chłopakami. Sama nie wiem w jaki sposób zaprzyjaźniłam się z Patric'iem... tak jakoś samo wyszło. Wiem jedno, na pewno nie ja odezwałam się do niego pierwsza... . Po chwili chłopak wstał i szybkim krokiem szedł w moją stronę. Nie mogłam się opanować, zimne krople potu zaczęły spływać po moim czole, zaczęłam szukać czegoś w torebce... sama nie wiedziałam czego i jaki to miało cel... w każdym razie nie pomogło. Był już przy mnie i wskazując krzesło na przeciwko mnie grzecznie spytał czy może usiąść. Usta same mną kierowały, zgodziłam się... byłam i jestem nienormalna, nie dość, że nieśmiałość to cała ja, to jeszcze nie potrafię kłamać! Spojrzałam na niego ukradkiem. Miał gęste, bujne loczki, grzywkę przeczesana na prawą stronę... a te zielone oczy... ach... . Chyba zorientował się, że na niego patrzę i szeroko się uśmiechnął.. pokazując śnieżnobiałe zęby i dwa identyczne dołeczki w policzkach. Szybko opuściłaś głowę zakrywając się włosami
- Harry - przedstawił się podając ci rękę
Spojrzała na niego spod grzywki i wykonałaś identyczny gest
- Victoria...
- Ślicznie
- Dziękuję...
- Wiesz, siedzimy z chłopakami..- wskazał na pozostałą grupkę kolegów, którzy udawali, że nic ich nie obchodzi to, że jeden z nich podrywa teraz dziewczynę, ale trochę im to nie wychodziło. Jako pierwszy przykuł twoją uwagę dość zwariowany chłopak, z prostymi włosami, jego grzywka tak samo jak zarywającego do mnie chłopaka była na prawą stronę, on nie ukrywał swojego zadowolenia i stojąc pokazywał loczkowi kciuki w górę. Harry uspokajał go tylko ruchem ręki. Dalej był ciemnowłosy przystojniak..siedział do ciebie tyłem,dlatego nic więcej o nim powiedzieć nie mogłaś. Kolejny był chłopak w koszuli w kratę, potem blondynek zajadający się wielkim kawałkiem ciasta czekoladowego.
- To może się do nas przysiądziesz..? - dokończył
- Wiesz... nie chcę wam przeszkadzać...
- Nie będziesz... - znowu uśmiechnął się szeroko, wstał i podał ci rękę. Podeszliście razem do ich stolika
- Słuchajcie to jest Victoria - przedstawił mnie osuwając mi krzesło.
Usiadłam na nim i bardzo skrępowana obserwowałam wszystkich. Zapadła niezręczna cisza, nie wiedziałam jak się zachować.
Pierwsza część :** Przepraszam, że tak późno, ale nie miałam czasu.. :)
Mam nadzieję, że jutro uda mi się napisać następną część ♥
niedziela, 1 lipca 2012
Prolog
„ Miłość… Co to
naprawdę znaczy? Czy to uczucie dwójki kochających się ludzi? A co jeżeli druga
osoba nie odwzajemnia tego uczucia…? Czy w tedy to te można nazwać miłością…? „
Zabić się z miłości”…, czy w tym jest jakiś sens?.. Miłość powinna być silna,
niezwyciężalna…więc dlaczego właśnie ona najczęściej jest powodem samobójstw..?
Z przemyśleń wyrwało Victorie głośne pukanie do drzwi, ze swojej
delikatnej dłoni wysunęła kruczo-czarne pióro, końcówkami palców z gracją odepchnęła
się o dębowe biurko i odsunęła krzesło, podeszła do drzwi poprawiając po drodze beżową
sukienkę i długie, gęste ciemno-blond włosy. Złapała za klamkę, otworzyła drzwi…
w tym momencie jej wzrok powędrował do góry zatrzymując się na błękitnych
oczach chłopaka. Ten pochwalił się swoim śnieżnobiałym uśmiechem i wyciągnął
zza pleców bukiet czerwonych róż.
- Wszystkiego najlepszego z okazji imienin!- Pocałował ją w
policzek, a ona gestem ręki zaprosiła go do środka
Włożyła kwiaty do średniej wielkości, szklanego wazonu, delikatnie
dłońmi układając kwiaty. Ich kolor świetnie komponował się z resztą dużego pomieszczenia.
Jasne beżowe ściany i wielkie okna ozdabiały teraz krwisto czerwone róże.
- Nadal piszesz…? –spytał Patric ( bo tak miał na imię
chłopak), patrząc na mały brązowy notesik wypełniony jej bazgrołami. Widząc to, oderwała wzrok od kwiatów i
podbiegła do biurka, delikatnie zamykając zeszyt.
- To nic takiego… - Odpowiedziała skromnie, zanurzając się w
jego niebieskich tęczówkach.
- Jednak chciałbym przeczytać… Kiedyś mogłem… - Pokazał
górny rząd perłowych zębów i uśmiechnął się cwaniacko, łapiąc ją za rękę lekko przesunął..
zrobił to tak delikatnie, że nawet nie poczuła kiedy uległa i odsunęła się. Nie
próbowała już walczyć, usiadła na miękkim łóżku i co chwila zerkając na
chłopaka czekała na jego komentarze
- Masz talent… - Powiedział Patric, przerzucając kartkę i
zerkając na następną stronę
- Dziękuję… ale naprawdę..
- To nic takiego..- Dokończył twoje zdanie
- Tak…- potwierdziła nieśmiało
- Oj, nieprawda.. piszesz pięknie… o na przykład to:
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.
Miłość
nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą,
nie jest bezwstydna,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego,
nie cieszy się z
niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą…
Gdy to czytał ona zamknęła oczy i opadła na poduszkę… to był
jej ulubiony cytat.
- To twoje..?
Zachichotała cicho nie podnosząc powiek. Widząc jak się uśmiecha, on też pokazał
ząbki. Wiedziała, że się z niej nabija… aż taki głupi nie był, chciał
po prostu wywołać na jejtwarzy uśmiech. Uwielbiał go i ona dobrze o tym
wiedziała, bo kiedyś powiedział jej to… i nie tylko, był nią zauroczony, ale wtedy
nie była jeszcze gotowa na związek… na szczęście zrozumiał. Są najlepszymi
przyjaciółmi, ale Patric ciągle zachowuje się w stosunku do niej, jakby
oczekiwał czegoś więcej.
- Szkoda, że to nie urodziny… - przerwała niezręczną ciszę
- A ja tam nie żałuję…
Do jej 18 urodzin zostało parę tygodni… wtedy też miały
zacząć się wakacje. Los chciał, że
urodziła się w ten wspaniały dzień. Nie
mogła się doczekać pełnoletności, w tedy będzie miała swoje własne życie…
wyprowadzi się do Londynu… znajdzie wspaniałą pracę… pozna tego jedynego… . Tak to były jej plany.
- Widziałaś moje buty?! – Do pokoju wbiegła jej starsza
siostra – Susan, gwałtownie otwierając drzwi
- Nie.. po co mi one..?
- Nie wiem! Masz tutaj pełno niepotrzebnych rzeczy..- mówiąc
to spojrzała na twój notes.
Nienawidziły się.. miały niewiarygodnie, różne charaktery. Susan paliła… uważała się przez to za ważniejszą i bardziej dojrzałą, faktycznie była starsza.. a dokładnie o 2 lata, czarne długie włosy, opadały na jej ramiona a zielone oczy czasem przerażały. Victoria zaś byłaś uważana za tą normalną… tą spojoną i opanowaną, w sumie nie mylili się. Dziewczyna była bardzo nieśmiała i skryta w sobie, jeżeli to można nazwać normalnością…
Nienawidziły się.. miały niewiarygodnie, różne charaktery. Susan paliła… uważała się przez to za ważniejszą i bardziej dojrzałą, faktycznie była starsza.. a dokładnie o 2 lata, czarne długie włosy, opadały na jej ramiona a zielone oczy czasem przerażały. Victoria zaś byłaś uważana za tą normalną… tą spojoną i opanowaną, w sumie nie mylili się. Dziewczyna była bardzo nieśmiała i skryta w sobie, jeżeli to można nazwać normalnością…
- Nie.. nie mam ich… - powtórzyła Victoria. Nigdy nie
unosiła się na nikogo z rodziny, nawet jeżeli w głębi duszy nie przyznawała się
do siostry i były rodzeństwem tylko formalnie.
W towarzystwie się nie znały…
Susan wyszła, trzaskając drzwiami. Patric spojrzał na ciebie
współczującym wzrokiem
- Teraz rozumiesz dlaczego chce się wyprowadzić…?
- Tak.. chyba tak..
- No właśnie..
- Ale dlaczego akurat tam..? Tak daleko, ode mnie..?
- Nie chcę być daleko od ciebie… Po prostu kocham ten kraj..
to miasto- wskazała na wielką flagę Wielkiej Brytanii na ścianie.
- Tak..
- To jak..? Dalej będziesz się na mnie gniewał..?
- Nigdy się na ciebie nie gniewałem.. – Szybko ją poprawił –
To, że chcesz ode mnie odpocząć to twoja sprawa- Posmutniał.
Uśmiechnęła się do niego, podeszła bliżej, usiadła mu na
kolanach zawieszając ręce na szyi i dała mu buziaka w policzek.
- To co…? Nadal uważasz,
że mam cię dosyć?- Spytała patrząc mu się głęboko w oczy i chociaż
byli tylko przyjaciółmi zatapiała się w nich bardzo głęboko i nie chciała przestać.
- Musze to przemyśleć..- Odpowiedział z szerokim uśmiechem
No.. To nowe opowiadanie czas zacząć... Mam nadzieję, że się podoba.
Bardzo przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale uwierzcie, że trudno wymyślić historię której nie było nigdzie indziej... takiego czegoś jeszcze nie czytałam, dlatego przepraszam jeżeli ktoś widział podobny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


