czwartek, 6 września 2012
niedziela, 26 sierpnia 2012
Epilog
Jakiś czas później odbył się pogrzeb, na którym nie zabrakło przyjaciół i rodziny. Płacz i smutek towarzyszył wszystkim obecnym. Od tego tragicznego wydarzenia minęły 3 lata, Liam poślubił Danielle, Lou - Eleonor, Hazza do tej pory obwinia się o całe zdarzenie, zmienił się... bardzo, Zayn... cóż nie odszedł z zespołu, ale ma dla niego mniej czasu niż zwykle, nikt nie ma mu tego za złe, ponieważ czas ten przeznacza na " rozmowie" z Victorią. Codziennie odwiedza ją na cmentarzu, roniąc kolejne łzy i przepraszając. Opowiada jej o każdym dniu, czasami potrafi siedzieć w takiej ciszy, jakby czekał na jej odpowiedź. Niedługo One Direction się rozejdzie... przyjaciele zostają, jednak już nie jako zespół. Zayn pomaga Susan w rzuceniu nałogu, sam stara się przestać palić... robią to dla Vic. Wszyscy za nią tęsknią, ale powoli przyzwyczają się do jej nieobecności.
Po paru latach na świat przyszła Oliv, córka Danielle i Liam'a. Mijały lata... zespół już nie istniał.. zastąpili go młodzi wokaliści... w tedy pokój Oliv był już obklejony plakatami... poznała jednego z nich... a jak się to skończy... miejmy nadzieję, że w tej sytuacji historia się nie powtórzy.
Hejka :**
Jest krótki Epilog. Niedługo następne opowiadanie... jak tylko wymyślę o czym będzie xd.
Mam nadzieję, że historia Victorii wam się spodobała, teraz będziecie musieli przyzwyczaić się do nowej bohaterki.
Kocham <33 Wiem, że było za mało kom., ale mamy dzisiaj święto :D
Ps. Brata sprzedam! ktoś chętny..? Dopłacę...xd.
Jeszcze w dobrym stanie, ale za minutę nie będzie miał czym oddychać.. -,-.
Po paru latach na świat przyszła Oliv, córka Danielle i Liam'a. Mijały lata... zespół już nie istniał.. zastąpili go młodzi wokaliści... w tedy pokój Oliv był już obklejony plakatami... poznała jednego z nich... a jak się to skończy... miejmy nadzieję, że w tej sytuacji historia się nie powtórzy.
Hejka :**
Jest krótki Epilog. Niedługo następne opowiadanie... jak tylko wymyślę o czym będzie xd.
Mam nadzieję, że historia Victorii wam się spodobała, teraz będziecie musieli przyzwyczaić się do nowej bohaterki.
Kocham <33 Wiem, że było za mało kom., ale mamy dzisiaj święto :D
Jak ja lubię takie święta... :D Spełnienia marzeń, kochana :***** http://ilovemorethanthis.blogspot.com/
Ps. Brata sprzedam! ktoś chętny..? Dopłacę...xd.
Jeszcze w dobrym stanie, ale za minutę nie będzie miał czym oddychać.. -,-.
czwartek, 23 sierpnia 2012
Cz. 26 ( Ostatnia )
Na początek włączcie : http://www.youtube.com/watch?v=5anLPw0Efmo
Znalazłam tam długi wpis z dnia... w którym poznałam Harr'ego..., nie mogłam powstrzymać łez, po prostu wyrwałam tę kartkę i rzuciłam na podłogę zakrywając twarz rękoma. Nie miałam już siły... poszłam zapalić.
*
Mijały, dni, tygodnie, a ja jeszcze bardziej pogłębiałam się w nałogu. Do tego wszystkiego doszły jeszcze narkotyki... Nic nie mogłam na to poradzić, stało się...
Zeszłam, do zaśmieconego salonu, walały się tam puste butelki, paczki papierosów... dym pokrywał wszystko, co było możliwe. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor, nie przejmując się bałaganem. Powtórki z wywiadów chłopaków, piosenki chłopaków + teledyski chłopaków, koncerty chłopaków, wiadomości o chłopakach... za wiele jak dla mnie. Zaczęłam łykać pojedyncze tabletki. W pewnym momencie zakręciło mi się w głowie, zaraz po tym poczułam przeszywający ból.
* Zayn *
Jechałem właśnie do Victorii, nie miałem pojęcia, czy wróciła do Anglii, ale nic mnie to nie kosztuje... no chyba, że liczyć paliwo :D. Próbowałem się do niej dodzwonić, ale nic. Nie wiedziałem, jak zareagowała, na wypowiedź Hazzy w tym durnym wywiadzie, dlatego bardzo się martwiłem.
Dojechałem. Stanąłem przed drzwiami i stałem tak dobre 5 min. zastanawiając się czy chce mnie widzieć, czy chce wiedzieć kogokolwiek. W końcu odważyłem się, zapukałem, nic.... powtórzyłem tę czynność dobre 4 razy, jednak nikt mi nie otworzył, możliwe, że jeszcze nie przyleciała..., ale minęło tyle czasu, pociągnąłem delikatnie za klamkę i tak samo uchyliłem drzwi. Przywitał mnie nie miły zapach, wszedłem do środka wołając jej imię. Nadepnąłem na pustą butelkę i trochę się przestraszyłem. Wbiegłem do salonu, który wyglądał jeszcze gorzej ...dziewczyna leżała na ziemi, szybko podbiegłem do niej, ukucnąłem i podniosłem lekko jej głowę, krwawiła, wyciągnąłem telefon z kieszeni i trzęsącą się ręką wybiłem numer na pogotowie. Kiedy wszystko wyjaśniłem, z powrotem schowałem komórkę. Uroniłem łzę, potrząsałem nią
- Obudź się! Słyszysz mnie ?! Powiedz coś!!! - krzyczałem
Niedługo potem przyjechało pogotowie, przy mnie znalazło się paru mężczyzn, którzy od razu zabrali z moich rąk Vic.
- Proszę wyjść.- zwrócił się do mnie jeden
- Nie! - Próbowałem wydostać się z rąk wyprowadzających mnie facetów. Nie miałem siły, byłem załamany i nie myślałem co może zaraz się stać.
Zadzwoniłem do Liam'a, potrzebowałem kogoś kto byłby teraz przy mnie. Po niecałych 5 minutach z piskiem opon zaparkował samochód, z miejsca kierowcy wybiegła Hazza, co trochę mnie zdziwiło, albo i nie... w takiej sytuacji, też nie zniósłbym ciągłego " Zapnij pasy"
- Gdzie ona jest ?! - pytał przerażony Harry
* Harry *
Siedziałem sobie wygodnie na kanapie oglądając telewizję, kiedy podszedł do mnie Lou i zaczął wyrywać pilota, zaczęliśmy się o niego tradycyjnie bić, oczywiście była to tylko taka zabawa, ale Liam'owi trochę to przeszkadzało, ponieważ chciał nas rozdzielić. Usłyszeliśmy dźwięk telefonu.
- To twój, Liam.. - uśmiechnąłem się szyderczo. Odłożył pilota na stolik. Nie leżał on tam długo, bo wraz z przyjacielem wróciliśmy do naszej " szarpaniny ". Było ok... do czasu,,kiedy otrzymaliśmy tą szokującą wiadomość. Złapałem za kluczyki i wsiadłem do auta, na resztę nie musiałem czekać długo, biegli za mną.
- Pasy! - Tylko to usłyszałem od Liam'a, ale i tak nie miało to na mnie dużego znaczenia.
* Zayn*
Siedzieliśmy jakiś czas w niepewności
- Co oni tak długo tam robią ?! - denerwował się Harry chodząc w tą i z powrotem
Jednak nie dostał odpowiedzi. Wszyscy siedzieli cicho, aż do momentu, kiedy zza drzwi wyłonił się wysoki mężczyzna...
- Co z nią ? Żyje ? Mogę ją zobaczyć ? Gdzie ona jest ? - zadawałem mnóstwo pytań, na nie wszystkie dostałem tylko jedną, krótką odpowiedź
- Przykro mi... - opuścił głowę i odszedł, a za nim wynieśli Victoria, okrytą czarną "folią "
To było nie możliwe... Opadłem na kolana, zacząłem krzyczeć i płakać. Twarze chłopaków były całe zapłakane. Harry podszedł do mnie, usiadł i położył dłoń na moim ramieniu.
- Wiem, że teraz to nie ma żadnego znaczenia... ale przepraszam cię, stary - krztusił się łzami - Ona zasługiwała na chłopaka takiego jak ty... przepraszam.
Mocno go przytuliłem i tak po prostu płakaliśmy, tylko to nam zostało... cierpieć, co mogliśmy teraz zrobić, siedzieliśmy...
Kiedy wreszcie się ogarnęliśmy, na tyle ile to było w tej chwili możliwe, podszedłem do jednego z mężczyzn.
- Co się stało..? Dlaczego ona...
- Dokładnie nie wiemy, ale widząc stan mieszkania... miała jakiś ciężki okres w życiu... niektórzy tak pozbywają się problemów... bardzo mi przykro... prawdopodobnie przedawkowała narkotyki, kiedy poczuła się słabo, upadła na podłogę uderzając głową o kant stołu...
Ostatni raz spojrzałem na sylwetkę leżącą w karetce i gorzkie łzy spłynęły po moim policzku
- Czy.... czy mogę ją zobaczyć..?
- Nie wiem..czy..
- Proszę... - przerwałem - To była dla mnie bardzo ważna osoba... proszę... Proszę tylko o to...
- No dobrze..
Wszedłem do środka, zginając się lekko, aby nie uderzyć głową o dach.
Otarłem łzy i odsłoniłem przeszkadzający mi materiał... ujrzałem jej bladą twarz, nie mogłem uwierzyć, że ona już nie oddycha...
Dotknąłem jej zimnej dłoni i przyłożyłem ją sobie do twarzy, pocałowałem delikatnie i odłożyłem.. była taka bezwładna, to takie niesamowite, że chociaż.... nie ma jej już na tym świecie, ciągle jest piękna.
- Kiedyś cię znajdę, obiecuję... Wrócę.. - Lekko musnąłem jej blade, zimne usta. Znowu po mojej twarzy popłynęły krople, które wylądowały na jej sinym policzku.
- Będę tęsknił.... Kocham cię Victoria...
Wyszedłem i patrzyłem jak karetka odjeżdża...
- Już tęsknię... - wyszeptałem do siebie, stojąc na środku ulicy.
Spojrzałem na niebo.
- Opiekuj się nią...
Hejka :**
Zakończenie, trochę inne niż większość podejrzewała, bo Vic. nie zdążyła być z Zayn'em... Niedługo Epilog ♥
Kocham <333
Czekam na 7 kom. :*****
środa, 22 sierpnia 2012
Cz. 25
Ukradkiem przemknęłam do pokoju Susan. Nie było jej, więc wygrzebałam z szuflady parę paczek nie rozpakowanych jeszcze papierosów, miała ich w bród, nawet nie zauważy, że zniknęły.
Wybiegłam z pomieszczenie słysząc kroki na schodach, nie zauważona przeszłam do mojego pokoju i wyskoczyłam na balkon. Zapaliłam... znowu... 1, 2, 3, 4... co wieczór było ich coraz więcej. Poczułam wibracje telefonu, wyjęłam go z kieszeni...
- Zayn... - powiedziałam sama do siebie
- Kto to Zayn? - przestraszyła mnie siostra, stojąca na swoim balkonie.
- Yyyy... Eeee.... Nikt taki... - jąkałam się chowając za sobą paczkę ukradzionych papierosów.
- Co tam chowasz? - przyłapała mnie
- A....E... Nic...
- Mam tam przyjść i sama sprawdzić?
- Nie! Tzn... Och.. - poddałam się. Nie mogła wejść, bo po całym pokoju walały się wypalone fajki... wyciągnęłam do niej dłoń.
- Victoria...
- No co..? Ty możesz, a ja nie?
- Dokładnie.
- Przesadzasz.
*
Tak mijały dzień za dniem, nie przestałam palić, a w ręcz przeciwnie jeszcze bardziej zagłębiłam się w nałogu, paliłam... do tego doszedł alkohol musiałam jakoś odreagować...
Do Polski wróciłam na krótko, byłam tutaj równe 2 tygodnie i jutro rano wracam... praca...
Jestem już spakowana... A co do Patric'a.. chce mnie dzisiaj zobaczyć, przez ten czas, przyznaje bardzo za nim tęskniłam i chciałam wszystko wyjaśnić.
*
- Wejdź - otworzyłam chłopakowi drzwi, a ten od progu zaczął się tłumaczyć.
- Słuchaj, przepraszam.. to nie miało tak zabrzmieć... serio..
- Dobra, Dobra... rozumiem...
- Serio?
- Yhm - uśmiechnęłam się do niego.
- Uff..
- I znowu mnie zostawiasz..- spojrzał na bagaże stojące w salonie.
- I znowu zaczynasz - zaśmiałam się.
Rozmawialiśmy jakiś czas śmialiśmy się, wygłupialiśmy jak za starych, dobrych czasów.
Aż w końcu ledwo trzymałam się na nogach i zasnęłam na ramieniu Patric'a.
Rano zostałam drastycznie obudzona przez chłopaka, głupek zaczął walić talerzami i wszystkim co możliwe, o mało co zawału nie dostałam. Gdy tylko usłyszałam takie hałasy, zerwałam się z kanapy, obok niej leżał kij bejsbolowy, który kiedyś należał do taty. Bez namysłu złapałam za niego i pomaszerowałam w stronę kuchni, skąd dobiegały odgłosy.
Tak jak już mówiłam, to był nie kto inny, a Patric, nieźle mu się oberwało, będzie siniak jak nic...
*
Tym razem lot był spokojny, bez żadnych niespodzianek dotarłam do domu.
- Jetem! - krzyknęłam u progu, nie oczekując odpowiedzi. Rzuciłam wszystko i wskoczyłam na kanapę, która zaczęła skrzypieć i lekko się przechylać.. Wtedy przypomniał mi się " napad " chłopaków na mój dom, Niall zaczął skakać... no i się złamało... tsa.. tak samo.. .
Na samą myśl o 1D uśmiech gościł mi na twarzy, tylko do Harr'ego ciągle czułam urazę.
Pogładziłam ręką po kanapie i znalazłam wgłębienie, które świadczyło o braku deski.
Pobiegłam na górę, wszystko było tak jak zostawiłam... i tak naprawdę nie wiem czy to tak dobrze, wszystko mi ich przypominało. Miejsce gdzie pocieszałam Lou, ponieważ Niall zjadł jego marchewki... i Zayn ganiał Hazzę z prostownicą...
Weszłam do mojego... tak, już tylko mojego pokoju... mój wzrok, ciągle widział sylwetkę loczka na podłodze... Bałwan za oknem już dawno stopniał, a ja przegapiłam święta i co najważniejsze urodziny Lou... Rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu mojego notesu, kiedy wreszcie go znalazłam, otworzyłam na pierwszej lepszej stronie.
Hejka :**
wiem, ze miałam napisać wczoraj, ale nie miałam jak bo u kol. nocowałam :D
Teraz takie info.
Kocham <33
Wybiegłam z pomieszczenie słysząc kroki na schodach, nie zauważona przeszłam do mojego pokoju i wyskoczyłam na balkon. Zapaliłam... znowu... 1, 2, 3, 4... co wieczór było ich coraz więcej. Poczułam wibracje telefonu, wyjęłam go z kieszeni...
- Zayn... - powiedziałam sama do siebie
- Kto to Zayn? - przestraszyła mnie siostra, stojąca na swoim balkonie.
- Yyyy... Eeee.... Nikt taki... - jąkałam się chowając za sobą paczkę ukradzionych papierosów.
- Co tam chowasz? - przyłapała mnie
- A....E... Nic...
- Mam tam przyjść i sama sprawdzić?
- Nie! Tzn... Och.. - poddałam się. Nie mogła wejść, bo po całym pokoju walały się wypalone fajki... wyciągnęłam do niej dłoń.
- Victoria...
- No co..? Ty możesz, a ja nie?
- Dokładnie.
- Przesadzasz.
*
Tak mijały dzień za dniem, nie przestałam palić, a w ręcz przeciwnie jeszcze bardziej zagłębiłam się w nałogu, paliłam... do tego doszedł alkohol musiałam jakoś odreagować...
Do Polski wróciłam na krótko, byłam tutaj równe 2 tygodnie i jutro rano wracam... praca...
Jestem już spakowana... A co do Patric'a.. chce mnie dzisiaj zobaczyć, przez ten czas, przyznaje bardzo za nim tęskniłam i chciałam wszystko wyjaśnić.
*
- Wejdź - otworzyłam chłopakowi drzwi, a ten od progu zaczął się tłumaczyć.
- Słuchaj, przepraszam.. to nie miało tak zabrzmieć... serio..
- Dobra, Dobra... rozumiem...
- Serio?
- Yhm - uśmiechnęłam się do niego.
- Uff..
- I znowu mnie zostawiasz..- spojrzał na bagaże stojące w salonie.
- I znowu zaczynasz - zaśmiałam się.
Rozmawialiśmy jakiś czas śmialiśmy się, wygłupialiśmy jak za starych, dobrych czasów.
Aż w końcu ledwo trzymałam się na nogach i zasnęłam na ramieniu Patric'a.
Rano zostałam drastycznie obudzona przez chłopaka, głupek zaczął walić talerzami i wszystkim co możliwe, o mało co zawału nie dostałam. Gdy tylko usłyszałam takie hałasy, zerwałam się z kanapy, obok niej leżał kij bejsbolowy, który kiedyś należał do taty. Bez namysłu złapałam za niego i pomaszerowałam w stronę kuchni, skąd dobiegały odgłosy.
Tak jak już mówiłam, to był nie kto inny, a Patric, nieźle mu się oberwało, będzie siniak jak nic...
*
Tym razem lot był spokojny, bez żadnych niespodzianek dotarłam do domu.
- Jetem! - krzyknęłam u progu, nie oczekując odpowiedzi. Rzuciłam wszystko i wskoczyłam na kanapę, która zaczęła skrzypieć i lekko się przechylać.. Wtedy przypomniał mi się " napad " chłopaków na mój dom, Niall zaczął skakać... no i się złamało... tsa.. tak samo.. .
Na samą myśl o 1D uśmiech gościł mi na twarzy, tylko do Harr'ego ciągle czułam urazę.
Pogładziłam ręką po kanapie i znalazłam wgłębienie, które świadczyło o braku deski.
Pobiegłam na górę, wszystko było tak jak zostawiłam... i tak naprawdę nie wiem czy to tak dobrze, wszystko mi ich przypominało. Miejsce gdzie pocieszałam Lou, ponieważ Niall zjadł jego marchewki... i Zayn ganiał Hazzę z prostownicą...
Weszłam do mojego... tak, już tylko mojego pokoju... mój wzrok, ciągle widział sylwetkę loczka na podłodze... Bałwan za oknem już dawno stopniał, a ja przegapiłam święta i co najważniejsze urodziny Lou... Rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu mojego notesu, kiedy wreszcie go znalazłam, otworzyłam na pierwszej lepszej stronie.
Hejka :**
wiem, ze miałam napisać wczoraj, ale nie miałam jak bo u kol. nocowałam :D
Teraz takie info.
Kocham <33
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Cz. 24
*Harry *
* Zayn*
Przez cały wywiad miałem cholerną ochotę udusić Harrego, co on wyprawiał ?! Co to miało być " Nie znam jej " " Fanka" ?! Jak ona musi się teraz czuć. Wyszliśmy za kulisy.
- Co to miało być ?! - krzyczałem na niego,szarpiąc jego koszulę.
- Spokój! - Uspokajali nas chłopaki
- Spokój?! Słyszeliście tego gnoja ?!
- Uspokój się Zayn! - Lou podniósł ton - Hazza co to miało być ?! - teraz zwrócił się do loczka.
- No... A co miałem powiedzieć... Teraz liczy się też moja kariera...
Miałem ochotę się na niego rzucić, lecz powstrzymywał mnie Liam, trzymający za nadgarstek.
Kiedy się wreszcie wyrwałem poszedłem do niej zadzwonić, jednak nikt nie odbierał. Nie pozostawałem w jednym miejscu, musiałem zapalić.
* Victoria*
- Ale mi nie dobrze… - powiedziałam sama do siebie, łapiąc się za głowę i rozglądając dookoła. Możliwe, że za dużo wczoraj paliłam… jak dla mnie 3 papierosy, wystarczyły, żeby zakręciło mi się w głowie. Ostrożnie położyłam jedną nogę na podłodze i dopiero teraz zorientowałam się, ze nikt pode mną nie leży… no tak przyzwyczaiłam się…
I co miałem powiedzieć.. przecież zaraz
padną pytania dlaczego się rozstaliśmy bla bla bla. Musiałem to powiedzieć, nie
miałem wyboru…
- Nie znam jej..
Widziałem, jak chłopaki posyłają mi
zabójcze spojrzenia.
- To jakaś fanka, łaziła za mną wszędzie…
przepraszam za tę aferę…
* Victoria *
Co ?! Łaziłam za nim ?! Fanka ?! Co za…
Nie wytrzymałam, zamknęłam laptopa i bez żadnych wyrzutów weszłam do pokoju
siostry. Załapałam za paczkę papierosów i wyszłam na balkon. Zapaliłam
jednego… uspokaja…, złapałam za
drugiego, trzeciego
-Co robisz ?! – przyłapała mnie Susan.
- Nie daje rady.. Ty na pewno też
słyszałaś o mnie i o Harrym, prawda ?!
- Tak… przykro mi..
-
Przykro ci ?! Można powiedzieć,
że włamali się do mojego domu… byli tam 5 miesięcy! 5 miesięcy! Mówił, że mnie
kocha, że będzie walczył…A teraz.., że mnie nie zna – krztusiłam się łzami,
zaciągnęłam się kolejny raz, ale siostra wyrwała mi papierosa spomiędzy palcy.
- Co zrobiłaś z moją siostrą …? –
spojrzała na mnie – Victoria nigdy nie przejmowałaś się opinią innych… zawsze
miałaś gdzieś co i jak o tobie mówią… to ja byłam tą złą… Nie możesz palić… To
nie jesteś ty!
- Widocznie się zmieniłam ! I dobrze mi z
tym – odebrałam jej to co mi zabrała i kolejny raz zanurzyłam się w dymie.
- Nie poznaje cię…
- Ja ciebie też, dlaczego udajesz przed
mamą, że przestałaś palić, że skończyłaś z tym… dziewczyno masz 20 lat!
- Matka zagroziła, że wyrzuci mnie z domu
jeżeli nie przestanę, w sumie nie dziwie jej się… utrzymuje mnie, daje mi
pieniądze, które ja wydaje na fajki… Zgodziłam się… Mam przestać palić,
znaleźć pracę, chłopaka… Ale nie potrafię, rozumiesz ?! To nie jestem ja….. Ale
wróćmy do ciebie, co ci zrobił..?
- Harry? –ocknęłam się
- Yhm.
- Zdradził mnie… - zabrzmiało to tak
niewinnie, tak jakby nic się nie stało i jakby to była pomyłka. – A teraz
ogłasza mediom, że mnie nie zna.
- Co za..
- Nie ! – przerwałam jej. – Ciągle nie
lubię jak ktoś przeklina.. – uśmiechnęłam się..
- Wiesz, tak naprawdę cieszę się, że cię
mam… że mam do kogo usta otworzyć.. gdyby nie ty, nie miała bym kogo
ochrzaniać. – zaśmiała się- Ale obiecaj mi, że nigdy nie zapalisz, ok?
- No..
- ok?
- Ok..
- No. - Przytuliła mnie mocno. Wow, Susan
się przede mną otworzyła, powiedziała co ją gnębi itp. Nie znałam swojej
siostry z tej strony.
- Dobra…. – trochę się przestraszyłam,
ona nigdy się do mnie nie przyznawała… a tu teraz z czymś takim..
- Co nie znaczy, że cię lubię i zapomnijmy o tym co przed chwilą powiedziałam – uśmiechnęła się.
Wróciłam do siebie.
* Zayn*
Przez cały wywiad miałem cholerną ochotę udusić Harrego, co on wyprawiał ?! Co to miało być " Nie znam jej " " Fanka" ?! Jak ona musi się teraz czuć. Wyszliśmy za kulisy.
- Co to miało być ?! - krzyczałem na niego,szarpiąc jego koszulę.
- Spokój! - Uspokajali nas chłopaki
- Spokój?! Słyszeliście tego gnoja ?!
- Uspokój się Zayn! - Lou podniósł ton - Hazza co to miało być ?! - teraz zwrócił się do loczka.
- No... A co miałem powiedzieć... Teraz liczy się też moja kariera...
Miałem ochotę się na niego rzucić, lecz powstrzymywał mnie Liam, trzymający za nadgarstek.
Kiedy się wreszcie wyrwałem poszedłem do niej zadzwonić, jednak nikt nie odbierał. Nie pozostawałem w jednym miejscu, musiałem zapalić.
* Victoria*
- Ale mi nie dobrze… - powiedziałam sama do siebie, łapiąc się za głowę i rozglądając dookoła. Możliwe, że za dużo wczoraj paliłam… jak dla mnie 3 papierosy, wystarczyły, żeby zakręciło mi się w głowie. Ostrożnie położyłam jedną nogę na podłodze i dopiero teraz zorientowałam się, ze nikt pode mną nie leży… no tak przyzwyczaiłam się…
*
- Dzień dobry!- powiedziałam siadając do
stołu, przy którym były już moja siostra i mama.
- Jak się spało ? – spytała mama.
- Dobrze – uśmiechnęłam się do Susan,
która tego nie odwzajemniła, nawet nie spojrzała
- Jakieś plany na dzisiaj ?
- Pochodzę i powspominam – uśmiechnęłam
się przegryzając kanapkę – Pewnie z Patric’ iem
- Aha, a kiedy…?
- No… tak zaraz…
- No to miłego wspominania.. –
uśmiechnęła się mama
*
Hej, to gdzie idziemy najpierw? –
spytałam Patrica, który właśnie stanął na progu drzwi. Dzwoniłam do niego rano
i umówiłam się na małą wycieczkę, więc jego wizyta była wyjaśniona. Chociaż
pewnie nawet bez umówionego spotkania zaszczycił by nas swoją obecnością.
Przeszłam do kuchni a on za mną
- A może miałabyś ochotę przypomnieć
sobie smak twojej ulubionej kawy, hm…?
- Pewnie!
Zeskoczyłam z kuchennego blatu i ciągnąc
go za rękę wybiegłam z domu. Później powili i spokojnie doszliśmy do kafejki.
Czułam się tam teraz dziwnie nie swojo,
widocznie wszyscy obecni lubili plotki i już wiedzieli o mnie i Harry’m, a
najgorsze było to, że jestem teraz postrzegana jako psychopatka, która lata za
gwiazdami.
- Dzień dobry… - powiedziałam nieśmiało
rozglądając się po pomieszczeniu. Podeszłam do lady i zamówiłam cappuccino,
kasjerka jak zawsze miła i uśmiechnięta, zresztą mówimy sobie po imieniu.
Odebrałam zamówienie i już chciałam zająć wolny stolik, kiedy Patric złapał
mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę wyjścia.
- Dlaczego wyszliśmy? – zapytałam na
zewnątrz.
- Widziałaś jak oni się patrzyli…?
- Co z tego…? Przecież to wszystko to
nieprawda…to, że ja uganiałam się za Hazzą.
- Ty to wiesz, ja to wiem, ale oni nie…
- Wstydzisz się mnie ! – zatkało mnie…
skończyłam pić kawę, wyrzuciłam kubek i patrzyłam na niego pytająco
- Nie, to nie tak… - wydawał się
zakłopotany i zaczynał się jąkać. Widocznie nie chciał tego powiedzieć, ale tak
to zabrzmiało…
- A jak!? Po prostu powiedz! Wstydzisz się
mnie ?!
- Nie!
- Podniósł ton.
Pobiegłam z płaczem w stronę domu
Opadłam na łóżko i wtuliłam twarz w
poduszkę.
Hejka :*
Następna część już napisana, także jutro możecie się jej spodziewać ;)
A teraz przywitajmy Patrycję, która wczoraj wróciła z wakacji :D Kocham cię <33 Tęskniłam :D
Teraz to i ja się denerwuję, dopiero teraz to do mnie doszło :P.
Hejka :*
Następna część już napisana, także jutro możecie się jej spodziewać ;)
A teraz przywitajmy Patrycję, która wczoraj wróciła z wakacji :D Kocham cię <33 Tęskniłam :D
Teraz to i ja się denerwuję, dopiero teraz to do mnie doszło :P.
niedziela, 19 sierpnia 2012
Cz.23
Przecież nikt nie wie, że przylatuję do Polski..., a zawiadomienie ich o tym jest raczej niemożliwe, ponieważ siedzę już w samolocie... Zaczęłam się denerwować, wzrokiem szukałam moich znajomych na lotnisku mimo, że i tak nie pomogli by mi. Słyszałam jakieś głośne szmery, pewnie dobiegające z mikrofonu, lecz nie mogłam się na nich skupić, chciałam ostatni raz ich zobaczyć. Moje dłonie wylądowały na szybie, zalałam się łzami. Unieśliśmy się w powietrzu, przerażona oparłam głowę o oparcie i patrzyłam przed siebie.
- Pierwszy lot? - Spytał mężczyzna siedzący obok mnie, kiedy znajdowaliśmy się już wysoko nad ziemią, prawdę mówiąc dopiero teraz zauważyłam, że mam towarzysza.
- Tak.. - odpowiedziałam, próbując ukryć przerażenie jakie prześladowało mnie od samego startu.
- Nie masz się czego bać... raczej przeżyjemy - zaśmiał się, a mi nie było do śmiechu. Uśmiechnęłam się ze strachem
- Heh..
- Haha. Przepraszam, nie chciałem cię nastraszyć - uśmiech nie schodził mu twarzy... Co on taki szczęśliwy, przecież w każdej chwili możemy zginąć!
- O, jeszcze raz przepraszam, przecież ja się jeszcze nie przedstawiłem, Victor jestem - podał mi dłoń.
- Victoria.
- Ooo, już na samym początku mamy ze sobą dużo wspólnego - I znowu się szczerzy, mam tego dosyć... do Polski parę godzin, a ja musiałam trafić na takiego typa. Nie powiem, przystojny..., ale od incydentu Hazzy, nie mam ochoty na poznawanie jakichkolwiek przystojniaków.
Uśmiechnęłam się do niego sztucznie i spojrzałam na krajobraz za oknem.
Chmury.. chmury... chmury... w sumie nic ciekawego, ale jednak wolę to niż... Hmmm.. jego?
- Pierwszy lot? - Spytał mężczyzna siedzący obok mnie, kiedy znajdowaliśmy się już wysoko nad ziemią, prawdę mówiąc dopiero teraz zauważyłam, że mam towarzysza.
- Tak.. - odpowiedziałam, próbując ukryć przerażenie jakie prześladowało mnie od samego startu.
- Nie masz się czego bać... raczej przeżyjemy - zaśmiał się, a mi nie było do śmiechu. Uśmiechnęłam się ze strachem
- Heh..
- Haha. Przepraszam, nie chciałem cię nastraszyć - uśmiech nie schodził mu twarzy... Co on taki szczęśliwy, przecież w każdej chwili możemy zginąć!
- O, jeszcze raz przepraszam, przecież ja się jeszcze nie przedstawiłem, Victor jestem - podał mi dłoń.
- Victoria.
- Ooo, już na samym początku mamy ze sobą dużo wspólnego - I znowu się szczerzy, mam tego dosyć... do Polski parę godzin, a ja musiałam trafić na takiego typa. Nie powiem, przystojny..., ale od incydentu Hazzy, nie mam ochoty na poznawanie jakichkolwiek przystojniaków.
Uśmiechnęłam się do niego sztucznie i spojrzałam na krajobraz za oknem.
Chmury.. chmury... chmury... w sumie nic ciekawego, ale jednak wolę to niż... Hmmm.. jego?
Cóż… czy chcę, czy nie muszę przeżyć ten lot w towarzystwie… Victora. Jednak koszmar zaczął się wtedy, kiedy
chłopak zaczął opowiadać mi swoją historię… jak to wyrzucili go z pracy, albo
spotkał wspaniałą dziewczynę, która i tak po paru tygodniach rzuciła go… W
innej sytuacji współczułabym mu, jednak nie miałam teraz głowy, do tego, żeby
przejmować się problemami innych… miałam w końcu swoje… Od czasu do czasu
wychodziłam do toalety, co było moją wymówką, żeby wreszcie oderwać się od
szatyna. Victor miał brązowe, zakrywające uszy włosy, tego samego koloru
błyszczące oczy – za te poczadła ma u mnie duży plus, jeszcze nigdy nie
spotkałam osoby o tak pięknych źrenicach… z wyjątkiem Harr’ego… . Victor był wysoki.. przynajmniej wyższy ode
mnie… siedząc nie mogę dokładnie powiedzieć ile ma wzrostu, zresztą jak wstanie
to i tak pewnie moje wymiary nie będą dokładne. Następny plus za gust, świetnie
się ubierał… trampki, koszula w kratę… poza tym wyglądał na jakieś 18-19 lat.
- Chyba cię już widziałem… - powiedział
uważnie mi się przyglądając, co jeszcze bardziej mnie krępowało.
- Nie sądzę…
- Ty jesteś tą dziewczyną Harr’ego
Styles’a, tak? Moja siostra ciągle o was mówiła… - uśmiechnął się
- Skąd wiesz? – Spytałam w taki sposób,
że mogło zabrzmieć to trochę chamsko, ale co tam…
- No jak to, wszędzie o tobie mówią…
No tak, całkowicie zapomniałam o
paparazzi… mogli być wszędzie…, muszę jak najszybciej dowiedzieć się, co
ciekawego o mnie napisali, znając życie dowiem się o sobie więcej niż myślałam.
*
Dorwałam swoją walizkę, poszłam na jakąś
ławkę i szukałam telefonu.
- Jest.. – powiedziałam do siebie, kiedy
w mojej dłoni znalazł się szukany przedmiot.
Wybiłam numer.
- Halo, Patric !? – krzyczałam do
słuchawki, żeby mógł mnie usłyszeć.
- Tak, Co się tam dzieje.. ledwo cię
słyszę…
- Posłuchaj. Jestem na lotnisku, musisz
po mnie przyjechać….
- Jesteś w Polsce ?!
- Tak… proszę cię przyjedź po mnie…
czekam papapa
- Ale..
Nie dokończył, rozłączyłam się.
- Geniusz…- uderzyłam się w czoło –
Ciekawa jestem na które lotnisko pojedzie…
Ponownie zadzwoniłam do chłopaka,
bezskutecznie… poczta, poczta..
- No super….
- Mogę się przysiąść? – Koło mnie
usiadł Victor… No chyba sobie żartujesz,
cały lot musiałam cieszyć się twoim towarzystwem i jeszcze to ?! Nie, nie
możesz!.... tak właśnie miałam mu powiedzieć, ale wyszło mi tylko
- Tak, pewnie… - No i usiadł…
- Co tak sama siedzisz?
- Czekam na przyjaciela…
- Przyjaciela ( brewki ), A co na to
Harry..?
„ Bezczelny” - pomyślałam, ale także cieszyłam się, że
taki obeznany facet nie wie, że zerwaliśmy z Hazzą, może ta wiadomość jeszcze
nie zobaczyła światła dziennego.
- Nie wydaje mi się, żeby Harry był
zazdrosny o PRZYJACIELA – powiedziałam to z naciskiem na ostatnie słowo.
- Przepraszam, nie chciałem cię
zdenerwować…
„No niestety, zrobiłeś to już na samym
początku” – pomyślałam. I następne 3 godziny z głowy.
*
- Patric ! – rzuciłam się chłopakowi na
szyję. – Jesteś, już się bałam, że nie trafisz…
- Też się bałem, nic nie powiedziałaś,
jechałem na pierwsze lepsze lotnisko.. – mówił przytulając mnie mocno. –
Dlaczego wróciłaś? Co ten delikatnie mówiąc gamoń.. ci zrobił ?!
- Wszystko opowiem ci w domu, chodź.. –
pociągnęłam go w kierunku auta.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się
zobaczmy – usłyszałam za sobą krzyk nowo poznanego chłopaka. Zaraz po tym
poczułam na sobie pytający wzrok Patric’a.
- Nie pytaj…
*
- Wróciłam! – stanęłam w progu drzwi i
darłam się na całe gardło.
- Córeczko! – Z kuchni wybiegła mama,
przytulając mnie z całych sił. Widocznie Patric uprzedził ich o moim
przyjeździe ponieważ na stole było tyle ciast, sałatek i różnego rodzaju dań,
że starczyłoby na cały rok. Gdy tylko zobaczyłam tyle jedzenia, moja pierwsza
myśl : Niall by się ucieszył.
Usiedliśmy do stołu, zaraz potem doszła
do nas Susan… niestety ciągle moja starsza siostra….
- Hej, młoda. –powiedziała do mnie i
usiadła do stołu..
- Dziwne.. – pomyślałam i uważnie jej się
przyjrzałam. Wypiękniała, długie brązowe włosy opadały na jej ramiona, zielone
oczy obserwowały, każdy mój ruch, poza tym, zapach… nie czuć już od niej dymu
czy alkoholu…
- Zmieniłaś się.. – powiedziałam,
spoglądając ukradkiem na mamę.
- Dziękuję.. – uśmiechnęła się
- Podejrzane- pomyślałam, może to nie
fair, że nie wierzę w zmianę moje siostry, może naprawdę się zmieniła, ale…
nie… moja siostra? Ta Susan, która zawsze ukradkiem paliła na balkonie… nie możliwe.
Skończyliśmy jeść i wszyscy się rozeszli.
Pożegnałam się z przyjacielem i gorąco mi podziękowałam.
- Wywiad… - powiedziałam sama do siebie i
pobiegłam na górę, mijając przy tym Susan
Wbiegłam do pokoju. Wow… nic się nie
zmieniło… Powoli weszłam w głąb pomieszczenia… Naprawdę nikt tutaj nie
wchodził…
- Róże… - ciągle mówiłam do siebie.
Podbiegłam do niech i obejrzałam każdy płatek, za każdym razem kiedy go
dotknęłam, on opadał… Zwiędły…
Z walizki wygrzebałam laptopa i weszłam
na strony na których, aż huczało moim
romansie z Hazzą. Całe szczęście, że na żadnym ze zdjęć, nie trzymaliśmy się za
ręce, czy całowaliśmy.. widocznie kiepski fotograf..
Wyszłam na balkon. Tak jak myślałam, na
balkonie obok, była Susan, nie trudno było domyślić się co robiła.
- Mówiłaś, że rzuciłaś… - przerwałam jej.
Przestraszona zgasiła i spojrzała w moją stronę
-Co cię to interesuje ?!
Po czym weszła do siebie. No i wróciła
moja siostrzyczka. Czas leciał i leciał…
Wróciłam do pokoju i spojrzałam na ekran.
- Lou, a jak tam ci się układa z Eleonor
?
- Jest ok.
Widocznie przegapiłam początek wywiadu,
no nic..
- A tobie Liam, co z Danielle ? –
ciągnęła prezenterka
-
Jest super.
- No
i ty Harry.. na twoje wyjaśnienia czeka cały świat.. –
uśmiechnęła się – Kto to jest ? – na wielkim ekranie pokazało się jedno z
naszych wspólnych zdjęć…
Hejka :**
No, dawno mnie tu nie było ;). Mam nadzieję, że się podoba, bo od tego momentu będzie się działo :D. Zostało jeszcze parę części, więc szykujcie się na koniec tego opowiadania.
Kocham was <333
Kocham was <333
czwartek, 9 sierpnia 2012
Cz.22
* Victoria *
No i skończyło się... znowu jestem sama. Trudno jest mi się z tym pogodzić, ale jeszcze trudniej byłoby mi żyć ze świadomością, że jestem z chłopakiem, który mnie okłamywał.
Od jutra moje życie całkowicie się zmieni, a gdy wrócę... no bo muszę, przecież mam tutaj pracę... ich już tutaj nie będzie... Mieli być 5 miesięcy..., no Harry zmieścił się jeszcze w czasie, zdążył mnie id siebie odepchnąć i dać mi do zrozumienia, że mnie nie potrzebuje.
- Great! - To były ostatnie słowa jakie od niego usłyszałam... później był już tylko trzask drzwi i dźwięki tłuczonych przedmiotów.
Następna nie przespana noc... i na pewno nie ostatnia. Za dokładnie 5 godzin, nie będzie mnie już tutaj...
- Hej... mogę wejść..? - spojrzałam na Niall'a, który właśnie wszedł do pokoju.
- Pewnie.
Usiadł koło mnie na łóżku i rozejrzał się po pomieszczeniu.
- A więc, chcesz wyjechać..?
- Yhm...
- Nie musisz... Jeśli przeszkadzamy ci to my się wyprowadzimy, tylko proszę cię... nie wyprowadzaj się...
- Niall nawet tak nie mów! Kocham was jak braci i nigdy bym się przez was nie wynosiła... poza tym to są tylko takie wakacje... potrzebuje odpocząć od tego wszystkiego... zapomnieć.
- Nie bardzo rozumiem...
- Nie wyprowadzam się... wrócę...
Blondynek głośno odetchną z ulgą, na co ja szeroko się uśmiechnęłam.
- Ale nas już tutaj nie będzie... Trasy, koncerty, wywiady... sama rozumiesz...
- Tak... Będę tęsknić..
- Ja też.
Mocno się do niego przytuliłam.
- Kiedy wyjeżdżasz?
- Jutro... Mam zamówiony bilet na 9:00.
- Chłopaki się już pakują...
- Szybko to zleciało... Bez was będzie tutaj strasznie pusto...
Samotna łza spłynęła po moim policzku.
- Nie płacz.. - powiedział Niall ocierając mi ją kciukiem. - Wszytko będzie dobrze... zobaczysz...
- Mam nadzieję...
*
- Szybko! Spóźnimy się! - krzyczałam jak głupia. Chłopaki stali już gotowi przy drzwiach, a ja latałam po domu rozglądając się czy na pewno wszystko wzięłam.
- No co tak stoicie ?! Pośpieszcie się! - Nie zwracałam najmniejszej uwagi na to że cała piątka czeka już gotowa na mnie.
- Na pewno czegoś zapomniałam!
1D patrzyło się na mnie dziwnym wzrokiem, co chwila zerkając na siebie i śmiejąc się, w pewnym momencie podszedł do mnie Zayn.
- Spokojnie mała, wszystko masz - uśmiechnął się zadziornie, złapał mnie za rękę prowadzą w stronę drzwi, po drodze zabrał moje walizki.
Dotarło do mnie z czego przez ten cały czas się nabijali, faktycznie trochę dramatyzowałam, ale postanowiłam dalej grać rozkojarzoną i z uśmiechem dodałam.
- Macie szczęście, że zdążyliście
*
Odgłosy wzbijającym się w powietrze samolotów powodowały mnie o dreszcze ... nigdy nie leciałam tym środkiem transportu. Do Anglii przyjechałam samochodem, który teraz zostawiam w tym kraju.
Bałam się i to bardzo, tyle się słyszy o tych wypadkach...
- Na pewno chcesz lecieć..? - spytał mnie Niall, kładąc dłoń na moim ramieniu i przyglądając się mojej sinej twarzy.
Pokiwałam głową, na znak, że tak... chociaż w głębi duszy miałam mieszane uczucia.
" Pasażerowie Lotu 118 proszeni, są o zajęcie miejsc"
- Na mnie pora...
- Ta... Nie musisz lecieć... Możesz zostać, powiemy, że się rozmyśliłaś... Oddamy ci kasę za bilet...
- Lecę.
Przytuliłam blondyna najmocniej jak tylko umiałam. Moje łzy leciały na jego koszule.
- Będę tak bardzo tęskniła...
- Ja też... obiecaj, że przywieziesz mi trochę polskiego jedzenia... - zaśmiał się Irlandczyk.
- Obiecuje - Odwzajemniłam uśmiech i oderwałam się od chłopaka.
Stałam teraz przed Liam'em. Rzuciłam mu się na szyję.
- Już tęsknie..
- Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć..
- Wiem Liam, wiem...
Następny był Lou.
- Marchewki ?
- Marchewki - uśmiechnął się.
Mocno go przytuliłam.
- Duuuuużo marchewek...
- Nawet gdybym miała 3 sklepy obkupić.. - zaśmiałam się i podeszłam teraz do Zayn'a.
- No to... cześć... - powiedział nieśmiało i podał mi dłoń.
- Oj, no weź.. - pokazałam ząbki i przytuliłam się do niego. Zdziwił się, nie wiem dlaczego...
Na początku ręce miał wyciągnięte, ale potem położył je delikatnie na moich plecach i oparł głowę o moje czoło.
- Wracaj szybko... - powiedział.
- Skąd wiesz, że wracam..
- Wiedziałem, że mnie nie zostawisz... - uśmiechnął się - Chociaż tak na prawdę to zgadywałem, ale bardzo się cieszę, że wracasz.
- No i się wydało.. - uniosłam kąciki ust.
- To pa. - podałam rękę Harr'emu. Na moje usta cisły się słowa " Pozdrów Nicole", ale darowałam sobie.
- Pa..
- Pa, Danielle. - przytuliłam dziewczynę, którą zabraliśmy po drodze
- Pamiętaj, że jesteś mi jeszcze winna zakupy :D
- Za co..?
- A muszę mieć powód? - zaśmiałyśmy się obie.
- Pa pa. - powiedziałam ostatni raz i powędrowałam w kierunku, tego wielkiego samolotu.
Wsiadając pomachałam im i otarłam łzy.
Zajęłam miejsce i patrzyłam w okno, za którym ciągle stali oni. Uśmiechnęłam się. Zaraz potem zgubiłam ich w tłumie ludzi.
No tak! Wiedziałam, że czegoś zapomniałam!
Hejka :**
Podoba się ? Mam nadzieję :P
Humorek mi dzisiaj dopisuje, więc kto wie... może następna część już niedługo.. :D
Ale to zależy też od was 8 komentarzy i dowiecie się czego zapomniała Vic. :**
Z opiniami idę coraz wyżej, ale dobrze wam idzie ☻
Kocham was ♥
No i skończyło się... znowu jestem sama. Trudno jest mi się z tym pogodzić, ale jeszcze trudniej byłoby mi żyć ze świadomością, że jestem z chłopakiem, który mnie okłamywał.
Od jutra moje życie całkowicie się zmieni, a gdy wrócę... no bo muszę, przecież mam tutaj pracę... ich już tutaj nie będzie... Mieli być 5 miesięcy..., no Harry zmieścił się jeszcze w czasie, zdążył mnie id siebie odepchnąć i dać mi do zrozumienia, że mnie nie potrzebuje.
- Great! - To były ostatnie słowa jakie od niego usłyszałam... później był już tylko trzask drzwi i dźwięki tłuczonych przedmiotów.
Następna nie przespana noc... i na pewno nie ostatnia. Za dokładnie 5 godzin, nie będzie mnie już tutaj...
- Hej... mogę wejść..? - spojrzałam na Niall'a, który właśnie wszedł do pokoju.
- Pewnie.
Usiadł koło mnie na łóżku i rozejrzał się po pomieszczeniu.
- A więc, chcesz wyjechać..?
- Yhm...
- Nie musisz... Jeśli przeszkadzamy ci to my się wyprowadzimy, tylko proszę cię... nie wyprowadzaj się...
- Niall nawet tak nie mów! Kocham was jak braci i nigdy bym się przez was nie wynosiła... poza tym to są tylko takie wakacje... potrzebuje odpocząć od tego wszystkiego... zapomnieć.
- Nie bardzo rozumiem...
- Nie wyprowadzam się... wrócę...
Blondynek głośno odetchną z ulgą, na co ja szeroko się uśmiechnęłam.
- Ale nas już tutaj nie będzie... Trasy, koncerty, wywiady... sama rozumiesz...
- Tak... Będę tęsknić..
- Ja też.
Mocno się do niego przytuliłam.
- Kiedy wyjeżdżasz?
- Jutro... Mam zamówiony bilet na 9:00.
- Chłopaki się już pakują...
- Szybko to zleciało... Bez was będzie tutaj strasznie pusto...
Samotna łza spłynęła po moim policzku.
- Nie płacz.. - powiedział Niall ocierając mi ją kciukiem. - Wszytko będzie dobrze... zobaczysz...
- Mam nadzieję...
*
- Szybko! Spóźnimy się! - krzyczałam jak głupia. Chłopaki stali już gotowi przy drzwiach, a ja latałam po domu rozglądając się czy na pewno wszystko wzięłam.
- No co tak stoicie ?! Pośpieszcie się! - Nie zwracałam najmniejszej uwagi na to że cała piątka czeka już gotowa na mnie.
- Na pewno czegoś zapomniałam!
1D patrzyło się na mnie dziwnym wzrokiem, co chwila zerkając na siebie i śmiejąc się, w pewnym momencie podszedł do mnie Zayn.
- Spokojnie mała, wszystko masz - uśmiechnął się zadziornie, złapał mnie za rękę prowadzą w stronę drzwi, po drodze zabrał moje walizki.
Dotarło do mnie z czego przez ten cały czas się nabijali, faktycznie trochę dramatyzowałam, ale postanowiłam dalej grać rozkojarzoną i z uśmiechem dodałam.
- Macie szczęście, że zdążyliście
*
Odgłosy wzbijającym się w powietrze samolotów powodowały mnie o dreszcze ... nigdy nie leciałam tym środkiem transportu. Do Anglii przyjechałam samochodem, który teraz zostawiam w tym kraju.
Bałam się i to bardzo, tyle się słyszy o tych wypadkach...
- Na pewno chcesz lecieć..? - spytał mnie Niall, kładąc dłoń na moim ramieniu i przyglądając się mojej sinej twarzy.
Pokiwałam głową, na znak, że tak... chociaż w głębi duszy miałam mieszane uczucia.
" Pasażerowie Lotu 118 proszeni, są o zajęcie miejsc"
- Na mnie pora...
- Ta... Nie musisz lecieć... Możesz zostać, powiemy, że się rozmyśliłaś... Oddamy ci kasę za bilet...
- Lecę.
Przytuliłam blondyna najmocniej jak tylko umiałam. Moje łzy leciały na jego koszule.
- Będę tak bardzo tęskniła...
- Ja też... obiecaj, że przywieziesz mi trochę polskiego jedzenia... - zaśmiał się Irlandczyk.
- Obiecuje - Odwzajemniłam uśmiech i oderwałam się od chłopaka.
Stałam teraz przed Liam'em. Rzuciłam mu się na szyję.
- Już tęsknie..
- Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć..
- Wiem Liam, wiem...
Następny był Lou.
- Marchewki ?
- Marchewki - uśmiechnął się.
Mocno go przytuliłam.
- Duuuuużo marchewek...
- Nawet gdybym miała 3 sklepy obkupić.. - zaśmiałam się i podeszłam teraz do Zayn'a.
- No to... cześć... - powiedział nieśmiało i podał mi dłoń.
- Oj, no weź.. - pokazałam ząbki i przytuliłam się do niego. Zdziwił się, nie wiem dlaczego...
Na początku ręce miał wyciągnięte, ale potem położył je delikatnie na moich plecach i oparł głowę o moje czoło.
- Wracaj szybko... - powiedział.
- Skąd wiesz, że wracam..
- Wiedziałem, że mnie nie zostawisz... - uśmiechnął się - Chociaż tak na prawdę to zgadywałem, ale bardzo się cieszę, że wracasz.
- No i się wydało.. - uniosłam kąciki ust.
- To pa. - podałam rękę Harr'emu. Na moje usta cisły się słowa " Pozdrów Nicole", ale darowałam sobie.
- Pa..
- Pa, Danielle. - przytuliłam dziewczynę, którą zabraliśmy po drodze
- Pamiętaj, że jesteś mi jeszcze winna zakupy :D
- Za co..?
- A muszę mieć powód? - zaśmiałyśmy się obie.
- Pa pa. - powiedziałam ostatni raz i powędrowałam w kierunku, tego wielkiego samolotu.
Wsiadając pomachałam im i otarłam łzy.
Zajęłam miejsce i patrzyłam w okno, za którym ciągle stali oni. Uśmiechnęłam się. Zaraz potem zgubiłam ich w tłumie ludzi.
No tak! Wiedziałam, że czegoś zapomniałam!
Hejka :**
Podoba się ? Mam nadzieję :P
Humorek mi dzisiaj dopisuje, więc kto wie... może następna część już niedługo.. :D
Ale to zależy też od was 8 komentarzy i dowiecie się czego zapomniała Vic. :**
Z opiniami idę coraz wyżej, ale dobrze wam idzie ☻
Kocham was ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)
