sobota, 4 sierpnia 2012

Cz.19


I jak najszybciej....sięgnęłam po wielką torbę, leżącą dotychczas bezużytecznie na wielkiej drewnianej szafie. Co chwila ocierając łzy wyciągałam z półek pojedyncze koszulki, spodnie... itd. Walizka była już spakowana, usiadłam na niej żeby móc ją zamknąć, nie miałam siły wstać... zakryłam twarz rękoma i siedziałam, sięgnęłam po telefon, była 10:30... nie przespałam całej nocy... wybiłam numer i zamówiłam bilet na samolot. Najbliższy miał być dopiero jutro o 9:00, zapłacę dużo więcej niż jakbym zamówiła bilet 2 czy 3 miesiące wcześniej, ale nie spodziewałam się takiego obrotu spraw... zostawiłam sobie rzeczy, żeby mieć się w co ubrać następnego dnia. Ostatni raz otarłam łzy i zeszłam na dół, gdzie czekało już całe... no prawie całe 1D, nie było Harr'ego... w ogóle nie było go w domu, Bóg wie gdzie poszedł...szczerze teraz nie miałam ochoty się nim zamartwiać.
- Hejka! - przywitałam wszystkich z szerokim uśmiechem, ukrywając w sobie bolesny smutek. Jednak po moim wyglądzie nie można było wywnioskować szczęścia... rozmazany tusz do rzęs spływający po moich rozpalonych policzkach, podkrążone oczy, włosy w nieładzie... no cóż, przynajmniej próbowałam udawać...
Usiadłam pomiędzy Lou a Zayn'em.
- No co jest..? - spytałam, kiedy poczułam na mnie wzrok wszystkich obecnych.
- Posłuchaj... nie będę ukrywał, że było was trochę wczoraj słychać... - powiedział skrępowany Louis.
- Przepraszam... trochę się pokłóciliśmy....
- Trochę...?
- Trochę bardziej..
- Ale wszystko ok...?
Nie odpowiedziałam, spojrzałam na Zayna, który gdy tylko przekręciłam głowę w jego stronę spuścił ze mnie wzrok i wpatrywał się w stół, bawiąc się palcami.
- Wszystko z wami ok...? - powtórzył Lou, ale znowu nie dostał odpowiedzi, chociaż moje milczenie powinno być jasne. Byłam po prostu kolejną jego zabawką,która znudzona została rzucona w kąt, jeśli iść tym tropem to miał już takich zabawek całą kolekcję... jednak widocznie jeszcze mu mało... jeszcze za mało dziewczyn zranił, żeby przestać... W moich oczach gromadziły się kolejne łzy. Szybkim krokiem odeszłam od stołu i pobiegłam na górę, gdzie nie powstrzymywałam już łez.

* Narrator*

- Pójdę do niej... - powiedział Liam i wstał od stołu.
- Nie zostań... - odezwał się Zayn, zatrzymując go ręką. - Przez 5 miesięcy mieszka z bandą dzikusów... dajmy jej trochę odpocząć...
- 5 miesięcy ?! - zdziwił się Niall
- No tak... sierpień, wrzesień, październik, listopad, grudzień... 5.
- Tzn. że...
- Już niedługo nas tu nie będzie... - dokończył Zayn
- Nie!!!
- Spokojnie Niall, przecież nie możemy zawieść fanów, niedługo mamy wywiad, potem koncerty... 5 miesięcy przerwy to sporo...
- My mieliśmy przerwę, ale paparazzi się nie obijało... - powiedział Liam, siedzący na kanapie z laptopem na kolanach.
Zaraz po tych słowach, cała pozostała 3 znalazła się już przy chłopaku.
Na przeróżnych stronach znajdowały się informacje o Harrym i Victorii ich zdjęcia...
Ciekawe jak wytłumaczy się przy najbliższym wywiadzie, że znowu jest wolny... znowu... to psuje jego reputacje....Victoria była świetną dziewczyną, a on już ma inną...
Od ekranu oderwał nas głośny huk drzwi, do pokoju wszedł Hazza, ze zdenerwowanie podchodząc do Zayn'a i łapiąc go za bejsbolówkę.
- Miałeś jej nic nie mówić!
- A ty miałeś jej powiedzieć..
- Powiedziałem!
- No i co? Lepiej się czuje..? - spytał Zayn z ironią w głosie.
Już mieli znowu się pobić, ale chłopaki ich rozdzielili.
- Hej! Co jest!? - spytał Lou, trzymając Zayn'a
- No powiedz Harry...
Ledwo co udało się powstrzymać Hazzę przed wyrwaniem się z rąk Liam'a i powtórnym zaatakowaniem mulata.
- To ci nie pomorze... - powiedziała spokojnie Victoria schodząc właśnie z góry. Wszyscy spojrzeli się na dziewczynę, Harry wreszcie wyrwał się i podbiegł do niej.
- Przepraszam... proszę cię wybacz mi... Ja...ja byłem u niej..
- Wcale sobie tym nie pomagasz...
- Zerwałem z nią
- Brawo, kim ją zastąpiłeś?
Podeszłam do lodówki, wyjęłam sok i nalewałam go sobie do szklanki.
- Kocham cię... - powiedział nie odwracając się, a cała zawartość kartonu wylądowała na podłodze.

piątek, 3 sierpnia 2012

Cz.18



- Zayn ! - przestraszyłam się. Bił się z Hazzą i najwyraźniej nie miał zamiar przestać. Podbiegłam to nich i zaczęłam rozdzielać.
- Wyjdź! - krzyknęłam na Harrego, a ten posłusznie opuścił pomieszczenie trzaskając drzwiami.
- Wszystko ok...? - zapytałam Zayn'a pomagając mu wstać. Z nosa leciałam mu krew, a jego twarz była cała posiniaczona, zresztą Hazza wcale nie wyglądał lepiej. Podałam mu chusteczkę i usiadłam obok niego na łóżku.
- Chyba powinnam cię za niego przeprosić...
- Spoko. To nie twoja wina...
-  Ta... mam nadzieję, że chociaż ta bójka nie była związana ze mną....
Zayn spuścił głowę, wydawał się zakłopotany.
- Zayn... - opadłam na poduszkę. - O co tutaj chodzi... ?
- Nie powiesz mi, prawda ?  zapytałam załamana po chwili ciszy.
- Przepraszam...
- Tsa...
- Mogę ci tylko powiedzieć, że nie zrobił coś niewybaczalnego...
Spodziewałam się najgorszego. Czułam na zimna dłoń zaciska się wokół mojego serca, coraz trudniej było mi oddychać.
- Czy on mnie...? - nie dokończyłam, bałam się, nie chciałam nawet znać odpowiedzi ale po minie Zayn'a można było rozszyfrować wszystko.
- Matko...czy... czy... - dalsze słowa nie chciały przecisnąć mi przez gardło. - Czy on ma inną - wydusiłam z siebie.
- Nie powiedziałem tego..
- Zayn! Nie zachowuj się jak dzieciak! Ma kogoś, czy nie ?!
- Ma.
Poczułam się jakby ktoś wbił mi nóż prosto w serce... tak bardzo go kochałam... nie potrafiłam nic powiedzieć, mimo tylu pytań, które nagromadziły się w we mnie. Kiedy byłam gotowa, kiedy już otwierałam usta zamiast słów po moich policzkach spływały łzy i znowu czułam się niepotrzebna... nie potrafię tego opisać... to uczucie...ta złość, miałam ochotę po prostu podejść do Harrego, uderzyć go i powiedzieć co o nim myślę... wszystko było przecież ok... nigdy się nie kłóciliśmy... do teraz, ale to nie jest zwykła kłótnia, zwykła złość którą do niego czuje... to nie minie tak szybko, nie podejdzie do mnie przeprosi, przytuli, pocałuje. Nie! To koniec... .
- Ile to trwa?
- Chyba powinnaś z nim o tym porozmawiać... 
- Nie to nie, sama się dowiem... w każdym razie dzięki...- powiedziałam i wyszłam z jego pokoju. 

* Zayn *

Obiecałem, że nic nie powiem... obiecałem sobie, że będę siedział cicho, ale nie wytrzymałem... 
Cierpiała... tak bardzo przez niego cierpiała... teraz, chociaż wie... nie sądzę, że jest jej łatwiej, wręcz przeciwnie..., sam nie wiem dlaczego tak się tym przejmuję... Harry zranił tyle dziewczyn..., ale żadna nie była Victorią... ta dziewczyna miała w sobie coś takiego... niezwykłego, była inna niż te wszystkie dziewczyny, które do tej pory poznałem...nie wiem co się ze mną dzieje...


* Victoria * 


Miałam w planach przejść obojętnie, obok drzwi prowadzących do pokoju, jednak kiedy byłam już przy nich Harry wyszedł i spojrzał na mnie. Poczułam jego zapach i chociaż wiedziałam, że to te same perfumy co parę dni temu, zapach był inny... wiem, to trochę dziwne... ale jeszcze 3 dni temu, wszystko było w porządku, tzn. jeszcze w tedy Hazza dobrze udawał, tez zapach powodował, że najchętniej przytuliłabym się do niego, ale teraz miałam ochotę odsunąć się jak najdalej. Patrzył na mnie i stał w bezruchu, było to dla mnie dość niejasne, co miałam  teraz zrobić, czego ode mnie oczekiwał ?  Szukał siebie w moich oczach, bezskutecznie. 
Przechyliłam głowę powoli odchodząc w kierunku kuchni. W pewnej chwili poczułam zimną dłoń na moim ramieniu. Zapach nie odpuszczał, zdjęłam jego dłoń i znowu na niego spojrzałam, to tak bardzo bolało...
- Przepraszam....- zaczął. 
- Wszystko wiem... 
- Zayn ?! 
- Miałam czekać, aż ty łaskawie się złamiesz..? - Chciałam na niego nakrzyczeć, lecz mój głos się załamał... zabrzmiało to spokojnie i bez żadnych wyrzutów. 
- Przepra...
- I co mi po tym ?! Co mi po twoim przepraszam ?! Kto to jest...? 
- Kto..?
- Nie pogrążaj się...
- Ok... pamiętasz Nicole?
- twoją kuzynkę?
- No właśnie... 
- Nie wierze... 
- No przepraszam, byłem z nią... potem poznałem ciebie, ale ona... nie potrafiłem jej zostawić... to nie jest moja kuzynka... to moja dziewczyna
- Ale...ale ona mnie znała... od samego początku..., mówiła, że jej o mnie opowiadałeś... 
- Bo opowiadałem..
- Wiedziała, że spotykasz się też ze mną ?
- No tak... 
Załamałam się, ta dziewczyna jest nie normalna. Jak można żyć ze świadomością, że twój chłopak właśnie jest u swojej drugiej dziewczyny ?! To nawet brzmi głupio! 
- Nienawidzę cię... - wydusiłam te słowa które jeszcze nigdy nie padły z moich ust, a strugi łez poleciały bezwładnie po moich policzkach. Szturchnęłam go ramieniem i wbiegłam do pokoju. 
Usiadłam na łóżku, słyszałam jak Harry kopie co popadnie, każdy hałas powodował, że jeszcze więcej łez uwalniało się z moich oczu. Wstałam i jak najszybciej.... 


Hejka :*
Przepraszam, że przez najbliższy czas nie pojawiały się nowe wpisy, ale ten rozdział jakoś mi się nie kleił :D, brak weny itd., a i tak nie zaliczam go do najlepszych. 
Poza tym Pati przyjechała :D haha, przyjechała już dość dawno, ale ja będę miała z tego zaciesz do następnych wakacji :D, świetnie się z wami bawiłam. Ciągle krąży mi po głowie : Boję się... hahah Kocham cię Pati :*** 



wtorek, 31 lipca 2012

Cz.17


Za mną stał Harry, byłam przerażona. Za dużo atrakcji jak na jeden wieczór.
- Usłyszałem krzyki... wszystko ok..? -spytał niepewnie
- Tak... chyba...
- chyba..?
- Nie wiem, czy to ja mam cię przepraszać... ale słyszałam waszą rozmowę..
- naszą rozmowę ?
- O matko, Harry... nie utrudniaj mi tego! Słyszałam jak rozmawiałeś z Zayn'em! Powiesz mi o co chodzi, czy mam się sama dowiedzieć!
- Powinienem powiedzieć ci to już dawno... Usiądź - powiedział wskazując krzesło, stojące obok.
- Dziękuję, postoję.
- Proszę, siadaj...
- Nie chcę
- Po prostu usiądź!
Zdziwiłam się nagłym wybuchem Hazzy. Usiadłam na krześle zakładając nogę na nogę i  "zawiązując" ręce wpatrywałam się w Harrego, byłam tak bardzo ciekawa co mam mi do powiedzenia.
- Nie pomagasz..
- Co znowu zrobiłam ?!
- Możesz usiąść normalnie i nie patrzeć się tak na mnie!
- Ja jak ty patrzyłbyś się na osobę, którą kochałeś, a ona tak po prostu okłamywałaby cię ?!
- Nie będziemy tak rozmawiać!
- Nie obchodzi mnie jak będziemy rozmawiać! Chcę znać prawdę, rozumiesz ?!
Hazza odwrócił się wzdychając głośno, zakładając ręce na tył głowy, zaraz potem znowu spojrzał mi w oczy.
- Chcesz znać prawdę ?!
- Tak!
- To się uspokój!
- Jestem cholernie spokojna!
- Porozmawiamy jutro. - powiedział i wyszedł z tarasu. Zerwałam się z krzesła i podbiegłam do niego.
- Jutro ?! Ach... rozumiem... Harry, musi wymyślić następną wymówkę, na jutro, tak ?! Wystarczy ci te parę godzin ?! Bo jest - spojrzałam na zegarek - dokładnie 3:00 ! Może potrzebujesz troszeczkę więcej czasu ?! Nie ma sprawy ! W końcu nie wiem ile dni... tygodni, albo nawet miesięcy, żyję pod jednym dachem z kłamcą! Mogę poczekać jeszcze parę dni!
- Przestań! - krzyknął i podniósł dłoń.
- Śmiało uderz mnie! - Przestraszyłam się, ale próbowałam to ukryć. Jednak oczy mówiły same za siebie, miliony  łez ocierały się o moje rozgrzane od złości policzki. Miałam dość, byłam zmęczona tą całą sytuacją, chciałam poznać prawdę, wypłakać się i mieć to wszystko za sobą. Harry jednak nie wykazywał chęci wydania mi swojego sekretu. Patrzył się na mnie błagającymi oczami, nie wiem co chciał nimi wynegocjować. 
- Yyyy... przepraszam, że przeszkadzam....ale spać nie można... - odezwał się ostrożnie Niall którego właśnie obudziła nasza kłótnia. Nie spuszczaliśmy z siebie zabijającego wzroku. 
- Yyyyy.... to możecie ciszej...., albo najlepiej w ogóle się nie kłócić...? 
- Przestaniemy jeśli pan Style's łaskawie przyzna się co zrobił! 
- To nie jest łatwe! 
- Ale okłamywać osobę, którą się kocha to jest łatwe, tak ?! Właśnie, czy ty mnie w ogóle kochałeś....? 
- Skończcie! - krzyknął Niall. 
- Ta rozmowa nie ma sensu... - wszedł na górę. 
- O tak, uciekaj! W końcu, przyzwyczaiłam się, że nie odpowiadasz na moje pytania! 
- Victoria... spokojnie... - powiedział blondyn, przytulając mnie
- Nie mam już siły Niall.... - powiedziałam wtulając się w chłopaka. 
Irlandczyk zaprowadził mnie na górę, stałam przed drzwiami do pokoju.
- Dobranoc- powiedział blondynek i pocałował delikatnie w czoło, po czym wrócił do swojego pokoju. 
- Stałam przed drzwiami w obawie, że za nimi znajduje się loczek. Nie odważyłam się jednak sprawdzić, odsunęłam się i podeszłam pod drzwi Zayn'a, w końcu on wszystko wiedział o całym zdarzeniu. Delikatnie zapukałam do drzwi i lekko je uchyliłam. 

poniedziałek, 30 lipca 2012

Cz. 16



- Po prostu przestań ją okłamywać! - usłyszałam wyraźny głos Zayn'a
- To nie jest twoja sprawa! Ona jest moją dziewczyną!
- Nie na długo
- Odwal się od niej, słyszysz!
- Ona ma prawo znać prawdę!
Zorientowałam się, że czyjeś kroki są coraz bliżej wyjścia, odskoczyłam z miejsca i pobiegłam do pokoju obok. Wskoczyłam na łóżko i jakby nigdy nic patrzyłam na bardzo interesującą mnie teraz ścianę.
Harry wszedł do mojego pokoju trzaskając drzwiami.
- O, Victoria... nie wiedziałem, że tutaj jesteś...
- Tak.. przyszłam, jestem zmęczona - powiedziałam próbując ukryć rozczarowanie. Co miało znaczyć
" Przestań ją okłamywać.." O co tutaj chodzi...? Patrząc na niego miałam taką wielką ochotę, spytać się o co chodzi... skoro Zayn krzyczał... skoro obydwoje krzyczeli, to musi być coś poważnego...
Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Wiedziałam jedno, to ja jestem ofiarą całego zdarzenia...
- Dobranoc...- powiedziałam i opadłam na poduszkę. Bardzo szybko zasnęłam, jednak nie na długo. W środku nocy obudził mnie cichy szelest, przestraszyłam się i nie budząc Harr'ego postanowiłam sprawdzić co się dzieje, widocznie nie tylko ja mam dobry słych. Wyszłam z pokoju, po mojej prawej stronie stał wysoki chłopak. Chciałam krzyczeć, ale ten w ostatniej chwili zakrył mi usta ręką.
- Cicho, bo wszystkich pobudzisz, też to słyszałaś?- dopiero teraz zorientowałam się, że tajemniczą osobą jest Zayn.
- Tak.. - odpowiedziałam, kiedy odłożył dłoń. Byłam jeszcze trochę wystraszona. 
- Zostań tutaj. - powiedział i powoli zaczął schodzić ze schodów. 
Wytrzymałam nie całe 10 sekund i zeszłam za chłopakiem. 
- Zayn... Zayn... - szukałam chłopaka szeptem wypowiadając jego imię. 
- Tutaj jestem - podniósł rękę do góry. Siedział w rogu kuchni.
- Ale mnie wystraszyłeś... - powiedziałam, podchodząc do niego. 
Byłam coraz bliżej. Zapaliłam światło.
- Nie... - syknął Zayn.
- Ciemno było...
- No co ty..? - znowu wydawał się być zdenerwowany, widocznie ma zmienne charakterki.
- Przepraszam.... już gaszę... - powiedziałam
Znowu zapadła ciemność... i cisza...
- Zayn... - zaczęłam 
Nie odezwał się. 
- Dlaczego taki jesteś...? Co ja zrobiłam...? 
- Nic... nic nie zrobiłaś... po prostu... - nie dokończył. - Nie mogę ci powiedzieć... 
- Nie rozumiem... dlaczego? 
- Dobra, idę spać...- powiedział wymijając się od tematu. Wstał i spojrzał się na mnie. Podniosłam się z podłogi, ale ku jego zdziwieniu nie poszłam do pokoju, lecz w zupełnie innym kierunku. Wyszłam na taras, od którego praktycznie wszystko się zaczęło... wtedy miałam zupełnie inne życie... pamiętam jak siedziałam, pisałam... nie miałam żadnych problemów... skąd mogłam wiedzieć, że wyjście z domu odmieni cały mój świat. Pojedyncze łzy spłynęły mi po policzku. Po chwili Zayn usiadł przy mnie. 
- Czyli, że ty nie idziesz spać? 
Uśmiechnęłam się do niego lekko, odwzajemnił uśmiech. 
- Co się dzieje...? - spytał przytulając mnie. 
- No właśnie nie wiem... może ty mi powiesz..?
- Przestań... boli mnie to tak samo jak ciebie! Chciałbym ci powiedzieć wszystko...ale nie mogę, rozumiesz ?!.
Po tych słowach, wstał i wyszedł, usłyszałam otwieranie drzwi na balkonie, potem mój wzrok przykuł dym. Już nie miałam wątpliwości, że Zayn poszedł zapalić. W pewnym momencie usłyszałam za sobą ciche, delikatne kroki. Zerwałam się z miejsca i powoli odwróciłam głowę.

sobota, 28 lipca 2012

Cz.15



Dzień minął mi na wpatrywaniu się w piątkę wariatów. Siedziałam jak zwykle na parapecie i przyglądałam się jak Zayn, Louis, Niall, Harry i Liam świetnie bawią się lepiąc ogromnego bałwana. Śmiać mi się chciało, gdy Lou próbował na siłę wcisnąć temu czemuś co ulepili ogromną marchewkę, zrobioną przez niego. Postać ze śniegu... hm... co to właściwie było..?
W pewnym momencie poczułam na sobie wzrok Hazzy, uśmiechnął się do mnie i wbiegł do domu. Nie przerywałam przyglądaniu się pozostałej czwórce. Do pokoju wbiegł zdyszany Hazzy i z uśmiechem podszedł do mnie.
- I jak ci się podoba ? - spytał się pokazując dzieło na zewnątrz.
- Yyyy.. no... jest... jest.. oryginalne...
- To chyba dobrze..?
- Taa....
- Posuń się
Posłusznie wykonałam polecenie i o dziwo zmieścił się... nie doceniałam możliwości mojego parapetu.
Delikatnie objął mnie ramieniem, ale nie siedzieliśmy w takiej pozycji długo.
- Aaaa! - krzyknęłam i odruchowo zepchnęłam go - Zimny jesteś!
- A tak, przepraszam... całus mnie rozgrzeje - Uśmiechnął się
- A ja myślę, że gorące kakao będzie lepsze
- Tylko ty tak uważasz.. ;(
Uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka w policzek.
- Wystarczy ?
- Nie - przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
Złapał mnie za dłonie
- Aaa.. dalej jesteś lodowaty!
Uśmiechnął się chytrze, a ja zaczęłam uciekać. Nie miałam dużo czasu na myślenie, w którą stronę mam biec i w końcu jedyną drogą zostały mi drzwi wyjściowe. Nie myślałam długo i szarpnęłam za klamkę, pech chciał, że chłopaki wracali do domu i wpadłam na Zayn'a. Miałam na sobie tylko bluzkę z krótkim rękawkiem i spodenki, ponieważ w domu było bardzo ciepło, a ja nie miałam zamiaru wychodzić. Leżałam w śniegu.
- Ej.Wszystko ok..? - spytał Zayn otrzepując się ze śniegu i podając mi rękę.
- Chy..ba.. ta..k - wyjąkałam. Było mi strasznie zimno. Cała się trzęsłam.
Wziął mnie za rękę i zaprowadził do domu. Podbiegł Hazza.
- Nic ci nie jest ? - spytał patrząc na mnie z przejęciem.
- Nie...
- Ale następnym razem pilnuj swojej dziewczyny. - powiedział Zayn i puścił moją dłoń. Słyszałam w jego głosie zdenerwowanie.
- Harry... co mu się stało? - wyszeptałam wtulając się w chłopaka.
- Nic... nie ważne.. - odpowiedział zabijając wzrokiem mulata
Wiedziałam, że coś jest nie tak..Zayn nigdy się tak nie zachowywał... a zwłaszcza jeśli o chłopaków z zespołu... Jednak teraz nie miałam siły o tym myśleć.
Liam, jak zwykle na posterunku, już szykował gorące kakao, a Harry otulił mnie kocem i prowadził na górę.
- Nie, nie zostańmy tutaj. - powiedziałam i usiadłam na kanapie.
Liam podał mi kubek i za chwilę wszyscy znaleźliśmy się przed wielkim telewizorem. Zapadła cisza, wgapialiśmy się w czarny ekran z błagającym wzrokiem, jedynie Zayn wykorzystał sytuację i poprawiał sobie fryzurę.
- No dobra, to co oglądamy ?- przerwałam ciszę.
- Titanica! - krzyknął Hazza.
Cisza.
- Nie będziecie się ze mną kłócić..? - zapytał zdziwiony
- Nie mam siły - powiedział Lou, przegryzając marchewkę.
Niall, który siedział najbliżej włączył płytę i zaczął się film.
Żeby tradycji stało się zadość na końcu filmu się rozkleiłam. Hazza widząc jak płaczę uśmiechnął się, przytulił i patrząc na Zayn'a pocałował delikatnie w czoło.
Ciągle czułam napiętą atmosferę, Zayn co chwila odrywał wzrok od ekranu i rozglądał się po pokoju z wściekłą miną. W końcu nie wytrzymał i bez słowa poszedł na górę.
- Może do niego pójdę.. ? - spytałam patrząc na schody, którymi jeszcze przed chwilą wchodził Zayn.
- Nie... Ja pójdę...- powiedział niechętnie Harry. Widocznie nie miał ochoty rozmawiać z ciemnowłosym chłopakiem, ale jeszcze bardziej nie chciał mnie do niego puścić. Wstał i poszedł na górę.
W salonie nastała cisza. Film się skończył i przyglądaliśmy się z dziwnym zainteresowaniem przesuwającym się białym literą, w końcu i one zniknęły z ekranu.
Było coraz później, całe szczęście przez najbliższy czas nie musiałam chodzić do pracy i to o której się położyłam nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia, jednak czułam, że jestem bardzo zmęczona.
Grzecznie przeprosiłam chłopaków, zrzuciłam z siebie koc i weszłam po schodach pod drzwi mojego pokoju.
Nie chcący podsłuchałam rozmowę dalej rozmawiających Harr'ego i Zayn'a, chociaż wcale nie musiałam się wsłuchiwać, ponieważ mówili tak głośno... prawie na siebie krzyczeli.
Podeszłam bliżej drzwi...

wtorek, 24 lipca 2012

Cz. 14

Obudził mnie budzik. Wstałam i o mały włos nie zdeptałam Harrego. Przedreptałam do kuchni i zabrałam się za robienie śniadania. Słysząc zbliżające się kroki wyjęłam 4 butelki wody i tabletki na ból głowy, które poustawiałam przy każdym z miejsc. Z góry zszedł Liam.
- Hejka, młoda. Jak się spało ?
- Ok, a tobie.
- Też ok. - uśmiechnął się
usłyszeliśmy jęki i kroki.
- Ocho, obudzili się - zaśmiał się Liam.
Uśmiechnęłam się i nałożyłam kanapki na talerz. Cała piątka siedziała już przy stole.
- No chłopaki, jak się wczoraj bawiliście ? - uśmiechnęłam się spoglądając na równie rozbawionego Liam'a. 
Cisza... 
- Nie pamiętam.. - odezwał się Niall 
Wybuchliśmy z Liam'em niekontrolowanym śmiechem. 
- Ciiiiiii.... - przerwał nam Harry. 
- Oooo.. mojego skarba główka boli..? - spytałam Harrego podchodząc do niego 
- Yhm..- zrobił dziubek  
- I dobrze - Uśmiechnęłam się do niego 
- Ej.. 
- To będzie nauczka na przyszłość. Spuściłam cię z oczu na niecałe 5 min. a ty już zdążyłeś się upić. 
Nie odezwał się tylko spuścił głowę.
- muszę się śpieszyć, bo znowu się spóźnię. - powiedziałam upijając ostatni łyk soku.
Weszłam na górę, przygotowałam się i z uśmiechem od ucha do ucha zbiegłam na dół.
- To część !- pożegnałam się z nimi, wychodząc.
Wsiadłam do auta i pojechałam do pracy.


* Harry*


Siedziałem przy stole bawiąc się śniadaniem, nie miałem apetytu, po za tym głowa strasznie mnie bolała.
Spojrzałem na resztę, która wcale nie wyglądała lepiej. Tylko Liam zjadł kanapki i uśmiechnięty wstał od stołu zostawiając nas samych.
Mijały godziny, większość z nich przespałem, więc przynajmniej się nie nudziłem.
Potem przyszła Victoria, widziałem jej zdziwioną minę.
- Spoko, sam możesz spać na łóżku - zaśmiała się.
Szybko wczołgałem się na łóżko i równie szybko zasnąłem.


* Victoria *


Mijały dni, tygodnie, miesiące.., coraz lepiej radziłam sobie w pracy, chociaż powoli męczyło mnie wczesne wstawanie.
Siedząc na moim ukochanym, dużym parapecie i patrząc przez okno zachwycałam się jak płatki śniegu przylepiają się do szyby i powoli topniejąc pozostawiają po sobie znak. Faktycznie każdy płatek miał inny kształt i żaden nie był identyczny.. to tak samo jak z ludźmi, chociaż porównując ludzi do płatków śniegu, można zwracać uwagę jedynie do ich wyglądu, bo jeszcze śnieg może mieć wspólnego z człowiekiem... może to, że tak szybko znikają..? Tak, to też dobre określenie, bo przecież jeszcze rok temu, święta spędzałam z rodziną... przyjaciółmi, ale stop, tutaj też mam przyjaciół, na samą myśl o Harry w czerwonej czapeczce spod, której wystają te cudne loczki uśmiech pojawia mi się na twarzy, a Lou... założę się, że już zrobił zapasy marchewek na zimę. Święta zbliżają się wielkimi krokami... i jeśli to przemyśleć, nie żałuję... bo czego mam żałować? Tego, że wreszcie spełniłam swoje marzenia..? Że poznałam wspaniałych chłopaków.. i to nie byle jakich tylko 1D, nie jedna dziewczyna marzy o zwykłym porozmawianiu z nimi, a ja z nimi mieszkam! Tak, nie żałuje... może faktycznie czasami tęsknie za Patric'iem, który dzwoni raz albo dwa razy w miesiącu, ale za nic nie zmieniłam bym swojego obecnego życia. No, to na dzisiaj koniec przemyśleń. Zeskoczyłam z parapetu i wyszłam z pokoju. Harry uciekał przed Zayn'em, który gonił go z prostownicą do włosów, Niall wchodził po schodach z dwoma talerzami pełnymi kanapek, Liam rozmawiał z Danielle co chwila uciszając bandę dzikusów, a Lou... sama nie wiem o co mu chodziło, tarzał się po podłodze ze łzami w oczach, krótko mówiąc dzień jak co dzień... . Podeszłam do Louisa. 
- Lou, co jest? - Spytałam, patrząc na niego normalnym wzrokiem, bo mnie już nic w tym domu nie zdziwi. 
- No... no bo Niall zjadł mi marchewkę... a ja je zbierałem, żeby mi na zimę starczyło! Wszystko miałem przeliczone, co do marchewki! 
- Louis spokojnie... to tylko warzywo.. 
- Tylko warzywo ?! Tylko warzywo ?! 
- Dobra... Niall! - zawołałam podchodząc pod drzwi do pokoju chłopaka. 
Wyszedł przegryzając kanapkę. 
- Masz oddać Lou tą... marchewkę...
- A skąd ja ją teraz wezmę ?!
- Trzeba było o tym pomyśleć jak ją jadłeś! - mówił zdenerwowany Lou 
- Nie wiem Niall... wypluj? 
- To ja lepiej pójdę do sklepu, może im jeszcze coś zostało...- powiedział blondynek wychodząc.
- No już.. - przytuliłam Louisa
- Dziękuję..
- Spoko. W końcu czego nie robi się dla marchewek, prawda..?- zaśmiałam się  
-  Tylko ty mnie rozumiesz...
Uśmiechnęłam się 
- Victoria!!! Pomocy!! - krzyczał przerażony Harry dalej uciekając, przed ciemnowłosym chłopakiem. 
Widać było, że Zayn ma z tego nie zły ubaw, ale Hazza niekoniecznie. Po prawej stronie głowy miał już proste włoski.
- Zayn !
- No co..? 
- Lew strona jest moja ! 
Zaczęliśmy się śmiać, oczywiście Harry tylko stał i z przerażeniem patrzył na to co dalej będzie się dziać. 
- Oj no weź..- powiedział Zayn 
- No dobra.. ale następnym razem pamiętaj o mnie. - uśmiechnęłam się i udałam się w stronę pokoju. 
- Dom wariatów... - powiedziałam do siebie i złapałam za klamkę.


Hejka :* 


Jestem! Kto tęsknił ? przyznawać się :D. 
Ja za wami tęskniłam... ;( 
Co ta nuda ze mną robi... książkę przeczytałam!...O.o  W wakacje! Jestem nienormalna, muszę się leczyć.. < Tak Aniu, wygrałaś :D.
Miałam być w poniedziałek... tsaa.. miałam być w niedziele.. -,-, ale rodzice...
Nie wiem jak wam, ale mi te wakacje mijają strasznie nudno... :/ 
No dobra, czekam na min. 10 kom. 
Kocham was :**************

piątek, 20 lipca 2012

Przepraszam, ale przez najbliższy czas nie pojawią się nowe posty ;(. Wyjeżdżam i nie będę miała dostępu do internetu... przyjeżdżam w niedzielę, nie wiem o której, a post jeszcze nie dokończony, więc najprawdopodobniej dodam dopiero w pon. 
Kocham was :**